Zaglądają, podglądają.

poniedziałek, 7 października 2013

Jak przetrwać.

Z komentarzy wnioskuję, że w wielkim nielubieniu jesieni jestem nieco osamotniona. Lubicie jesień. Na ogół  ją jednak lubicie, a ja mimo kolorów, babiego lata, nikłego ciepełka, nie lubię i już. Solidaryzuję się z niedźwiedziami, borsukami i innymi przesypiającymi. Też bym tak chciała, ale tu "chcieć, to móc" jakoś marnie się stosuje.
Pociecha z jesieni jest taka, że dla mnie to dobry czas na prace czas zabijające, wymagające wysiłku, zapewniające ruch i niemożliwe do wykonania podczas upału. Taką mam filozofię przetrwania. Przy okazji jasne światło i ów ruch podnoszą poziom serotoniny, kalorii ubywa, czyli szczęśliwa powinnam być. Teoretycznie.
Dwa alta temu zabijałam czas układaniem kamieni na skarpie, co dało początek "drugiemu ogrodowi".
Układałam, układałam, jesień mijała. 
Potem M posiał trawę i zupełnie zaniedbany teren, który miał być tylko częścią gospodarczą, powoli zamieniał się w ów "drugi ogród".
Wiosną od strony pól posadziliśmy brzozowy zagajnik. Dla przytulności. Brzóz jest około trzydziestu, posadzonych za gęsto, bo z częścią i tak rozprawią się sarny i zające.

I zaczęliśmy zwozić kupowaną okazyjnie starą cegłę rozbiórkową, żeby wyjąć tymczasowe paskudne plastikowe obrzeża trawnikowe i zastąpić je obwódką z cegły. Jest praca na jesień? Jest.
Sąsiad meliorował pole. Stare rurki drenarskie zastępował rurami z tworzywa. Zaoszczędziliśmy mu wywózki, przytargaliśmy skarby i czekają na pomysł zastosowania. Pomysłu na razie nie ma, ale materiał jest!
Czeka nas jeszcze posadzenie szpaleru daglezji od strony sąsiada, na granicy ogrodu i drugiej nieużytkowanej przez nas działki, żeby wreszcie, po wielu porażkach z innymi nasadzeniami, skutecznie się odsłonić i zapewnić ogrodowi intymność.
Porażki były spektakularne. Z posadzonych pierwotnie pięknych jodeł kalifornijskich, przetrwały trzy.
Dalsze próby.
Derenie okazały się za niskie, żywotniki - nie, nie, nie - teraz padło na daglezje. Mają być gęsto i cięte, rada osoby bardzo kompetentnej. Zobaczymy. Teren paskudny, po dawnych zabudowaniach gospodarczych, diabli wiedzą, co tam w ziemi jeszcze siedzi. Swoją drogą, gdyby ktoś tę działkę zechciał kupić, problem rozwiązałby się sam, ale chętnych brak. Szkoda. Taka ładna, z jesionem, z żywopłotem od drogi, z krową za miedzą i nikt jej nie chce.
No a potem jeszcze tylko skopać warzywnik rozprawiając się przy okazji z górą kompostu, powycinać, uporządkować, zgrabić, dosadzić, przesadzić i.... przetrwać zimę.
Pozdravka.








15 komentarzy:

  1. Dojrzewamy do przygarnięcia dużej działki (ale dużej:)), może wkrótce dojrzejemy. Jesienią po zakończeniu prac ogrodowych przenoszę się z robotą do domu, ale ten czas to w listopadzie nadchodzi...A potem grudzień i wszystkim się udziela magia świąt, styczeń jest od odpoczynku po świętach i planowaniu wiosny, potem ferie w lutym zabijają zimowy czas, a po walentynkach to już zaczynam hasać po ogrodzie:) Wiosna pracowita, lato z upałami nie do końca:) Później słoneczny sierpień, we wrześniu wrzosy i grzyby, potem jesienne porządki i koniec sezonu...i wszystko zaczyna się od początku... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Duży teren i wiele możliwości... z racji posiadania ogromu kamieni w swoim ogrodzie chętnie podpatruję ciekawe wykorzystanie ich w innych ogrodach. Fajne jest to , że Wasze kamienie to same otoczaki...u nas to wielki kamieniowy misz-masz...Pięknie tu...będę zaglądać i podziwiać. Pozdrawiam Jola.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fakt, kamieni posiadasz moc , a pracy jak ma się ogród nigdy dość pozdrawiam Dusia [ z tego co wiem zwykła cegła położona na ziemi kruszeje]

    OdpowiedzUsuń
  4. nienawidzę jesieni!!!! nic w niej nie jest piękne. tydzień temu po przymrozkach padły moje dalie i wiele innych, delikatniejszych kwiatów. u mnie również kamieni moc, jednak mnie ani schylac się, ani nosić nie wolno. szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ze zdjęć wynika, że "Jeszcze w zielone gramy"! U nas wróciło światło słonecznie i okno w oprawie kwitnącej kobei&werbeny prezentuje się prawie-prawie letnio :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też nie lubię jesieni, nie i już, chociaż kwitną świecznice, chociaż te motyle...
    Myślę, że dobry byłby żywopłot świerkowy, ładniej się zagęszcza niż daglezja i nie trzeba tak często ciąć. Sprawdzony. No, tylko ochojniki mogą go zepsuć.
    Widzę, że się blogger zawiesił na moim cebulkowym poście i ni huhu się nie odwiesza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesień zdecydowanie nie jest moją ulubioną poroą roku. To czas na spleen i podsumowania. Inna sprawa, ze dzięki tyemu podnoszeniu poziomu serotoniny odwaliłaś kawał dobrej roboty:-))) A ja siedzę i piszę, piszę, piszę...W porywach tylko dopadam do garów, jabłka pomieszam i do słoiczków. I dalej piszę...
    Ściskam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesieni nie lubię, zimy nie cierpię. Ale już chyba się powtarzam;)
    Fajne masz zdobycze - te cegły, rurki. U nas już nic takiego w okolicy nie ma. Cegły trochę kiedyś udało mi się zdobyć, ale prawie wszystko poszło w jedną ze ścian w domu. A w ogrodzie wygląda fajnie.
    Daglezja nie jest zbyt delikatna?

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż, widzę, że nie wszystkim Pan Bóg dogodził czterema porami roku ;) Ja akurat należę do tych, którzy uwielbiają tę różnorodność pogody, a najmniej cenię sobie... lato :) Plan prac masz bardzo ambitny, więc mam nadzieję, że wiosną już bez zastrzeżeń będziesz się cieszyła ich efektami. Pergola obrośnięta winem wspaniała! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Och, co do jesieni nie jesteś osamotniona. Poprzedza zimę, której też nie lubię:)
    Skarby zebraliście znakomite, ja też kocham takie zbieractwo "przydasie" i zawsze przyda się! Jeszcze zazdroszczę Ci kamieni okrąglaków, masz ich spore pokłady.
    Jeszcze o daglezjach. Zrobisz jak zechcesz. Ja miałam żywopłot z daglezji,posadzone 10 cm sadzoneczki rosły przez 18 lat, urosły do potężnych rozmiarów. W ubiegłym roku musiałam wszystkie (50 szt) wyciąć. Opanowała je 5 lat temu osutka i pomału niszczyła, opryski nic nie dawały. Wszystkie igły opadły:( Jeżeli jeszcze nie posadziłaś to się zastanów. Daglezja rośnie szybko, ale wbrew pozorom jest delikatna. Moim skromnym zdaniem najlepsze są świerki zwykłe, te najzwyklejsze:) Rosły tuż obok i się nie zaraziły. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja tam JĄ lubię, chociaż dopada mnie czasem chandra i te refleksje o przemijaniu ... no i qurcze jakiś wirus od czasu do czsu.
    Gaju - Ty pracy to masz na kilka lat do przodu ...
    Jak Ty kilka , to my dziesiąt, ale co tam, dajemy radę, a jak by tak zalać ze 2 ha pod jezioro, to tym bardziej dalibyśmy radę.
    Mocno Cię ściskam

    OdpowiedzUsuń
  12. Każda pora roku ma coś do zaoferowania,jesień ma to jwdnak do siebie, że po niej tylko zima...

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam!
    Chcę złożyć Pani propozycję współpracy reklamowej związanej z blogiem (jest nieinwazyjna, jeśli chodzi o sam wygląd bloga). Jeśli jest Pani zainteresowana, proszę o kontakt mailowy mediasklep@yahoo.pl, a podam dalsze szczegóły.
    Pozdrawiam serdecznie!
    Patrycja Jurowska
    Mediasklep.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. I całe szczęście ,że jest co robić. Jesień szybciej minie :) Choć ja ją lubię. Pewnie, że nie zimną i deszczową na okrągło. Ciężko siedzieć w domu i patrzeć przez okno. Jak można działać w ogrodzie to już lepiej :)Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj ! Nie jesteś osamotniona w negatywnych uczuciach do jesieni.Ja też jej nie lubię . Po pierwszych przymrozkach , jak zwarzone mrozem rośliny i kwiaty umierają powoli , ogarnia mnie depresja . Jedyną myślą jest położyć się i spać , często muszę sięgnąć po leki, żeby odzyskać namiastkę wiosennej i letniej aktywności. Twój ogród przypomina biblijny raj, stworzyłaś piękny świat z bajki . Jesteś wielką artystką .
    Przesyłam serdeczne pozdrowienia.Koszmar chorób się skończy , tak samo jak jesień . Przetrwać do Świąt Bożego Narodzenia , później to czas wysiewów , nerwowe szukanie miejsca na ustawienie kolejnych skrzynek, hodowli rozsad i już wiosna . Wtedy świat znów stanie się piękny . Pozdrawiam Iva.

    OdpowiedzUsuń