Zaglądają, podglądają.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Bar "Pod Dębem".

Albo. Nowe wnętrze ogrodowe, jak to się mawia.


Dwa lata stała sobie kupiona [oczywiście, że z przeceny] konstrukcja.  Aż razu pewnego, pech że była to święta niedziela, stawiamy, bo nie stanie nigdy .
I stanęła. Towarzyszyły młotki, śrubki i wkrętarka do tychże. Oraz  przekleństwa, ale jest.
A stanęła bo.
Bo po wielu pomysłach na ognisko - gdzie, czemu tu i że bez sensu - szast prast i wykopałyśmy z Marianną dziurę w ziemi. Po prostu, jako zaczątek. I jest! Stworzyłyśmy
Wejdźmy więc.


Duże bale dębowe po roku doczekały się przecięcia i mamy stołeczki, bo trzymać kiełbaski na kucanego, sprawdzone, mało wygodne.
"Pod Dębem", bo pod dębem.


Dąb aż się prosił, żeby pod nim ustawić modrzewiowy zestaw, z którym też nie wiadomo było co zrobić.
Skoro się prosił, to ma!


Wnętrze ogniskowe, od wnętrza huśtanego, oddziela mobilny żywopłot z pęcherznic. Wysiewają się masowo, pozyskuję, bo mi żal i jakby co, mam jak znalazł.


Jeszcze parasol, bo jednak czasem świeci.


I klękajcie narody, zamiast pustostanu po zjedzonym przez zarazę świerku, mamy bar!
Umajam, czym mam.
Mam wianek z mini konewką.


Mam pień z garem i niepozornym kwieciem.


Mam konewkę - gaśnicę jakby co.


Bo jednak drzewostan blisko.


A może za blisko?


Mam kawę, ale kawę akurat mam zawsze.


No i mam widoki!
Na dal pól


Na dom.


Na ogród w słońcu.


No i na dąb.


A poza tym?
Kwitnie, pachnie i brzęczy lawenda.


Hortensje w pełni kwitnienia upajają widokami.


Barwinek pod murem domu jak zawsze rozczula skromnością


Jabłonka się wdzięczy pelargonią.


I czule obejmuje ją ramionami.


A bakopa jeszcze nie padła. Dziwne, bo lubi paść nagle po diable.


Lato, panie, lato!
A wieczorem Bar pod Dębem.

Pozdravka.