Zaglądają, podglądają.

wtorek, 15 października 2013

Wyobraźnię mieć.

Starsze wyrosły, a młodsze jeszcze nie, więc hop-sa- sa, zaraz po przyjeździe biegnie młodsze do ogrodu i... zaczyna działać wyobraźnia. Otwierają się wrota magii, a mała, staje się Alicją w wiadomej krainie, choć zamiast królika z zegarkiem przebiega zając bez niczego. W takiej scenerii, w takim natchnieniu, tworzy się takie arcydzieła.
Kompozycja tworzona była długo i wielkim namaszczeniu, limitu czasu nie było Potem podziwianie, a przy okazji podziwiania sprawdzian z przyrody - z czego szyszki, z czego  żołędzie, jak nazywa się ta róża i jak smakuje herbatka z jej owoców.
Duma autorki widoczna wyraźnie, w końcu wiedziała wszystko. "Kujonki" na nosku nosi się nie od parady.
Dziełu nadano tytuł "Leśna dolina". Pochwaliłam. Pięknie!
Potem, podczas wycieczki, wyobraźnia poniosła w inne rejony.
Być dużą i móc tam wejść...
Wyprowadzić, albo chociaż potrzymać...
Dosiąść. Być tak blisko...
 A potem ruszyć z kopyta...
Skoczyć...
Była nieobecna duchem. Wie wszystko, zna kroki, nazwy uprzęży, maści... Tylko "Konia mi dajcie! Królestwo za konia!"
Starsza siostra - wzór niedościgniony małego giermka. Zawsze gotowego przynieść, podać, zrobić "za", usłużyć i zasłużyć na miłe słowo... Pewnie wyobraża sobie, jak to będzie, jak będzie miała piętnaście lat.
A moja wyobraźnia? 
Wrzosy tarasowe posadziłam na ławce. Zajęły moje miejsce, bo ja już tu nie posiedzę w tym roku. Jak mają się do "Leśnej doliny"? Zerowo.

Kolor doniczek z wyprzedaży  sam się dobrał do koloru wrzosów.
Liście, liście, zamiast różanych płatków wszędzie widzę liście. A dopiero sprzątnęłam. I to dopiero początek.
Nic to, damy radę.
Zdrowotność malinowa, już zlana, czeka. Gdyby jakieś przeziębionko jesienne..., wyobrażam sobie przyziemnie.
Wiem, wielce obciachowe nalepki. Kupne, chciałam sama zrobić, nie wyszło. Mało wyobraźni.
Co z tą wyobraźnią? Nico.
Mogę sobie jedynie wyobrazić, że cebule zeżrą nornice, że wiatr złośliwie rozsypie liście zaszrotówkowanego kasztanowca w miejsca niedostępne grabiom, że zaraz zacznie lać, a zima będzie sroga.
Ech, mieć dziewięć lat...
Pozdravka.









23 komentarze:

  1. Ech...może nie dziewięć, ale jakieś ze 20 mniej, jeśli chodzi o mnie :).Nostalgicznie pojechałaś, jak mawiają młodzi.Nalewki rzecz konieczna i użyteczna niezmiernie. Nieważne jakie etykiety, ważne, że się wie, co zawiera butelka. U mnie notoryczny brak czasu na wszystko, więc rzecz jasna i na etykiety też. Dobrze, że w ogóle wyrabiam z zaprawianiem. Pogody i radości życzę, i ciepełka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty tylko 20, a ja tak ze 30. Szkoda, że se ne wrati!

      Usuń
  2. Moja 9 latka nie dawno wsiadła na konia, chwilę pojeździła i była.. zachwycona :)
    U nas też malinówki już zlane, porzeczkówka również, czekają na mrozy i lenistwo przy kominku ;)
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to czekamy na mrozy, dobrze, że "rozgrzewki" czekają.

      Usuń
  3. Fajne takie małe i większe. A Leśna Dolina - cudna! Miłego jesieniowania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuję jesieniować miło, ale mi jakoś nie idzie.

      Usuń
  4. Ale ciekawa opowieść ....piękna pasja konie. Ważne też jak czujemy się duchem :) warto tego nie zatracić . Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duchem, to ja hohoho, ale ten cholerny pesel...

      Usuń
  5. Ale ciekawa opowieść ....piękna pasja konie. Ważne też jak czujemy się duchem :) warto tego nie zatracić . Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakże bliski jest mi Twój "optymizm" - moja wyobraźnia sięga w podobne rejony;) Chyba trzeba profilaktycznie zażyć nalewki;) A Leśna Dolina piękna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak dobrze, że nie jestem sama, że ktoś to rozumie. Zażywam.

      Usuń
  7. Mój syn wsiadł na konika polskiego (nie kuca!) w wieku...2,5 roku. Jeździła "bez trzymanki", koni się nie bał, normalnie do paszczy właził:) Potem zmienił przedszkole i koni nie było...ponownie do konia zbliżył się 5 lat później...już się bał, już był sztywny, już nie umiał być swobodny, nie potrafił się wtulić w grzywę i podać wiązki siana bez nieskończonego cofania ręki i nerwowego uśmiechu...:( Jak to szybko mija...
    Kompozycja warta mistrzów flamandzkich:) mała Artystka rośnie! A liście zostaw, wiatr przegoni:) Czego nie przegoni, będzie pięknie szeleścić pod kaloszami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak to jest - małe toto, to i strach mały. Małe uczą się najłatwiej, najszybciej, a potem dociera świadomość, strach i po zawodach.

      Usuń
  8. Gaju - no nie nastrajasz optymizmem :(
    Mała, śliczna florystka naprawdę utalentowana, dzieło godne mistrza.
    Naleweczki mniam, mniam ...
    Pozdravka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nastrajam i tak będzie do wiosny, niestety.

      Usuń
  9. Wspaniała kompozycja, Mała ma wyobraźnię. Należy to pielęgnować, nie każde dziecko tak postrzega ŚWIAT. Pozdrawiam serdecznie.
    Konie sama kocham, jak byłam młoda to jeździłam tak jak Twoja córka,bez opamiętania, nawet odpowiednie studia skończyłam aby być blisko nich:))) Teraz to tylko je maluję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pielęgnuję, a jakże.
      Prostuję: niestety, nie córka, a córka córki. TAKIE studia z głowy wybijam, bo sama po takich jestem i nic dobrego z nich nie wynikło. Nawet nie maluję.

      Usuń
  10. Dzięki Ci za walkę ze szrotóweczkiem kasztanowcowiaczkiem (jakoś tak się nazywa, albo podobnie) i za przyrodniczą naukę pokoleń. Moje młode chciałam nakarmić bukowymi orzeszkami (nie chciały), z Bieszczad przywiozłam najdorodniejszą gałązkę tarniny (omiotły wzrokiem), co będzie dalej? - moja wyobraźnia nie sięga.
    Pozdrawiam dylematem - zebrać liście do wora i cieszyć się porządkiem i burym klepiskiem czy pozwolić jesieni słać ten dywan??? (Co radzisz?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze szrotówkiem walczę 9 lat i nie mogę zwalczyć. Liście palę. Owszem, brunatniej później, ale dalej choruje.
      Przyrodniczo edukuję od zawsze, również zawodowo. Wiem jedno - zaczynać wcześnie i "od niechcenia". Wtedy łapią.
      Dylemat w następnym poście przedstawię. Postaram się.

      Usuń
  11. Kompozycja śliczna, jak na ten wiek przystało. Widzę, że obie wnuczki kochają konie. Moja starsza wnuczka też próbowała się z nimi zaprzyjaźnić, ale ich nie pokochała za bardzo :(. Grabienia liści mam już dość, krzyże mnie od tego bolą . Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

  12. Lubię Twoje opisy, Twój język....którym piszesz ...
    Marzenia są również dla tych, którzy chcą być znowu dziećmi ...więc i dla Ciebie, w marzeniach możesz być znowu dziewczynką:-))

    OdpowiedzUsuń