Zaglądają, podglądają.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Prace ręczne, czyli o rozmnażaniu roślin.

Właściwie trochę kontynuuję temat "tani ogród", ponieważ chcę pokazać to, co w ogrodzie można mieć całkowicie za darmo. Czyli - samodzielne mnożenie czego się da. Mnie udaje się kilka gatunków rozmnażać bez problemu, notomiast niektóre, na przykład bukszpan, zawsze stają okoniem i mimo, że robię wszystko zgodnie z zasadami sztuki, mimo że chucham i dmucham, z bukszpanowych sadzonek nie wyszło mi nic nigdy. A innym się wychodzi, tak jest i już.
Natomiast świetnie udaje mi się rozmnażanie hortensji i to nie z odkładów, co niby jest zalecane, a łatwiej i szybciej, z sadzonek wierzchołkowych i ciętych z pędów. Przepis mam taki: latem tnę pędy na takie kawałki, by na każdym były dwie pary liści. Dolne odrywam, z tego miejsca wyrosną korzonki. Ukorzeniacz, kwaśna ziemia z piaskiem i sadzę, a po posadzeniu zgrabnie przycinam liście nożyczkami, tak ponad połowę, co zmniejszy parowanie. Cały czas przechowuję w widnej piwnicy, w lutym następnego roku przenoszę do domu, zasilam i patrzę jak szaleją.
Mnożę też z powodzeniem oleandry i trzmielinę japońską z sadzonek wierzchołkowych oraz iglaki płożące, gdy odkrywam, że pędy które dotykają gleby mają maleńkie korzonki. Wtedy odcinam ukorzeniony lekko pęd, skracam drastycznie, kwaśna ziemia z piaskiem i już. O tych iglakach powiedział mi kiedyś jakiś baaardzo mądry ogrodnik, że zatracą zupełnie cechy materiału matecznego. Akurat, nic podobnego, są identyczne, tak samo piękne. Widocznie nie chciał mieć konkurencji. Rozmnażam też inne rośliny; lawendę z sadzonek, trawy, hosty i oczywiście wszystko to, co nie wymaga większego zachodu, mnoży sie prawie samo, czyli byliny.
Dlaczego rozpisałam się o hortensjach, trzmielinach japońskich, oleandrach i płożakach? Bo je lubię, bo są takie eleganckie. Wydaje mi się, że warto mieć kilka ładnych, wypieszczonych egzemplarzy, żeby je komuś podarować, ucieszyć.
Wiele moich roślin ma swoje odrębne historie. Oleandry; z jednej podarowanej mi kiedyś sadzonki,wszystkie hortensje; z jednej kupionej na poczatku ogrodniczej przygody, a trzmielina japońska ma najciekawszą. Byłam kiedyś w przyklasztornym ogrodzie w Bąblinie. Spacerując tam po parku dwie rzeczy zwróciły moją uwagę. Pierwszą była postać brata zakonnego pędzącego na pewno za szybko w rozwianym habicie na traktorku - kosiarce, a drugą piękny, nieznany mi krzew w ogromnej donicy. Miał cudowne ciemnozielone liście, był gęsty, zdrowy i tajemniczy. Chodziłam, oglądałam i... no nie wytrzymałam, uszczknęłam. I od tej jednej małej sadzonki pochodzą wszystkie moje trzmieliny. Winę odpuściłam sobie sama widząc, jak dobrze im robi przycinanie. O tym, co to za roślina, dowiedziałam się w jednej z podpoznańskich szkółek. W niej zobaczyłam "moją" roślinę i wreszcie wiedziałam, co mam. Oj, było to sporo lat temu, kiedy trzmielina japońska była u nas rzadkością.
A poza tym powiało mocno. Wiem, wszedzie wiało, ale wianie wianiu nie równe. U nas dookoła pola,więc wiatr pokazuje, co potrafi. A potrafi! Kilka lat temu po podobnej wichurze sąsiad przyniósł nam nasze krzesło, które wyłowił w swoim stawie. Poznał czyje, bo siadywał.  W takich chwilach nie uważam już, że składka na ubezpieczenie domu jest stanowczo za wysoka...
Pąki ubiegłorocznej hortensji.

Trzmielina japońska.

Zakwita!

"Własnoręczny" jałowiec.

Oleander.

Powiało i poskładało.
Dziś wielka werykulacja po koszeniu. Ciężko, ale fajnie.

2 komentarze:

  1. Ojej, ja z bukszpanem miałam tak samo! Ale któregoś roku po prostu (w akcie desperacji, z postanowieniem, że to już ostatni raz) ułamałam kawałek gałązki oddzieliłam mniejsze i po prostu wsadziłam dość głęboko w ziemię na tyle blisko ściany domu, żeby ciepło się od niej odbijało, a na tyle daleko, że nie wysuszało zbytnio ziemi. ze dwa razy podlewałam, a potem zapomniałam, zacieniły je inne kwiaty i ... rosną, teraz są już spore! Któregoś dnia wczesnowiosennego zdjęcie tych sadzonek wstawiłam na posta.
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  2. My z sadzonek mamy ligustry, derenie i rzecz jasna wierzby. Tylko nasze jeszcze maniunie...

    OdpowiedzUsuń