Zaglądają, podglądają.

wtorek, 15 lutego 2011

Taras.

Ogłaszałam rozpoczęcie sezonu,a mrozy wróciły. Susza fizjologiczna, to grozi teraz naszym niektórym roślinom. Mróz, silne nasłonecznienie i wiatr. Słońce i wiatr wysuszają igły i zielone liście, a wody pobrać nie mogą, bo zamarzły jej zapasy zgromadzone w ziemi. To wlaśnie na tym polega to groźne zjawisko. Poczekamy, zobaczymy, potem straty policzymy. Niestety, tak się dzieje, tak bywa,taka norma.   Mam takie wspomnienie. Był w moim życiu okres gdy, przyzwyczajona od zawsze do dużych mieszkań, musiałam na pewien czas przeprowadzić się do liczącej 24m2 kawalerki. Niby własna, ale ciasna. Przyzwyczajona do rozmachu metrażowego dosłownie obijałam się o sprzęty. Miała plusy - centrum miasta,wylot drogi do pracy,ciepła, cicha,ustawna, mieszkało się świetnie, ale wsród tych plusów, był jden ogromny minus w postaci braku balkonu. Korytko z bratkami na parapecie i to wszystko. Jak ja wtedy marzyłam o balkoniku. Malutkim...







Wracam do rzeczywistości sprzed sześciu lat. Dobudowany został taras. Stał sobie taki jakiś doczepiony, doklejony do domu,  na murowanych słupach, mniej więcej na wysokości partru, no bo parterowy jest dom i wyglądal jak molo.   Powstał z desek dawnej podłogi. Jako podłogowe, nie nadawały się do użytku, na taras mogły od biedy być, a że fundusze topniały, innego wyjścia nie było. Taras przed postawieniem go został dokładnie zaprojektowany przez nas, domorosłych projektantów i okazało się, że ma ni mniej ni więcej, ale akurat 24 m2 powierzchni.  Jezuuu,mam taras wielkości poprzedniego mieszkania!  Nie obyło się bez błędu, o nie. Wyjście z pokoju na nasze molo wieść miało przez pojedyncze balkonowe drzwi z dołączonym obok jednoskrzydłowym oknem. Pan od okien nadziwić się nie mógł, dlaczego nie zamawiam po prostu dużych tarasowych podwójnych drzwi. Odpowiedziałam, że chcę żeby kwiaty z zewnętrznego parapetu zaglądały mi do pokoju. A co miałam mówić? Że wybieram najtańszy wariant, bo wrota na które mnie namawia są za drogie?  I wtedy Pan powiedział mi,że wrócę do niego na wymiankę,gdy po raz pierwszy poobijam się wynosząc na taras suszarkę na bieliznę. Do dziś nie wiem, skąd on to wiedział, ale bylo dokładnie tak, jak przewidział. Inna sprawa, że nastąpił długo oczekiwany dopływ gotówki. Dlatego dotychczasowy zestaw okienno-drzwiowy wykorzystany został na strychu, choć tam wymiany nie przewidywaliśmy, a taras otrzymał dwie lśniące szklane tafle. Dziś żaluję,że nie trzy, czyli prawie na całą ścianę, ale i to wystarcza. Taras w międzyczasie "wrósł" w bryłę domu, przez posadzenie pod nim szpaleru jaśminowców wonnych i posadzenie na tarasowej ścianie z boku winobluszczu trójklapowego. Jaśminowiec ma plusy i minusy. Pachnie obłędnie, ale kochają go mszyce, a ja nie kocham pryskania chemią, do czego w tym wypadku jestem zmuszona. Trzeba go każdego roku na wiosnę porządnie oczyścić z plątaniny pogiętych cienkich gałązek, wyciąć najstarsze pędy, a po kwitnieniu, bo kwitnie wiosną na zaszłorocznych pędach, mocno te pędy skrócić. Taka filozofia cięcia odwdzięcza się mocnym corocznym kwitnieniem. Praca żmudna, ale dla tego zapachu warto. Jeszcze uwaga. Jaśminowiec, to zupełnie coś innego, niż jaśmin,który pachnie zawsze, ale mało kto go ma. Natomiast wśród jaśminowców są odmiany, które owszem, mają piękne kwiaty, ale zupełnie pozbawione zapachu. Skoro tyle z tymi jaśminowcami zabiegów, warto kupić odmiany pachnące. Ja mam jaśminowiec wonny Aureus, który oprócz wymienionych zalet, ma jeszcze tę, że jego liście, szczególnie młode mają cudowną żółtą barwę.

1 komentarz:

  1. Masz bardzo ładny ten taras. Ja także jestem ze swojego zadowolony, drzewo gatunku bangkirai świetnie się sprawdziło u mnie przed domem. Czy Twoja firma się sprawdziła jeśli chodzi o zakup oraz budowę tarasu? Bo ja się pozytywnie zaskoczyłem firmą Drewex z Radzymina, jednak nie ma to jak zawodowcy...

    OdpowiedzUsuń