Zaglądają, podglądają.

sobota, 26 lutego 2011

Drugi taras.

Koncepcja tego rozwiązania powstała natychmiast po tym, gdy zadecydowaliśmy, gdzie dobudujemy taras "doklejony "do domku, ale długo trwało, zanim została zrealizowana. Na szczęście w porę dogadaliśmy się, żeby "doklejony" nie był tarasem zamkniętym, ale posiadał schodki prowadzące na tył domu. Kilka sezonów schodziłam tymi schodkami prosto w błoto, lub na niezagospodarowane klepisko i czekałam. Aż stało się. Ponieważ "doklejony", zbudowany ze starych desek podłogowych, zaczynał się niebezpiecznie kolebać i uginać, należało go przebudować. Oczywiscie w grę wchdziło tylko drewno. Ale jakie? Egzotyczne miało egzotyczne ceny, a my potrzebowaliśmy 24 m2 plus...dodatkowe pewnie tyle samo na realizację długo oczekiwanego drugiego tarasu na poziomie gruntu. Zdarzyło się tak, że zaprzyjaźniony prawie z nami skład drewna miał ryflowane tarasowe deski, które były odrzutami z eksportu. Były i nikt się nimi nie interesował, no bo zimą rzadko kto buduje tarasy. Czekały na nas - brudne, niektóre wypaczone, ale miały wielką zaletę, były tanie. Zwiezione i złożone na strychu czekały na wiosnę. Potem M pieczołowicie je oczyścił i zaczęła się wielka przebudowa "doklejonego" i układanie dolnego tarasu. Trwało to długo, ale efekt był zachwycający. Oszlifowane, poprostowane, dopieszczone, zakonserwowane świetnym preparatem [na tym oszczędzać nie wolno] deski lśniły i nie odbiegały wyglądem od żadnych egzotycznych. Tak oto, nieufnie poczatkowo przyjmowana, moja koncepcja połączonych tarasów zostala zrealizowana. Spełniło się moje marzenie. Od tej pory mogę wyjść z pokoju na "doklejony", zejść schodkami na taras dolny i wejść do domu przez werandę  suchą nogą. Zamiast błota lub klepiska są piękne deski, a zamiast pni służących za kącik wypoczynkowy, co było urocze, ale powoli zaczynały nie pasować do piekniejącego ogrodu ogrodu, na nowym tarasie rozgościły się modrzewiowe ławy i stół. Te dwa tarasy mają jeszcze jedną wielką zaletę. Kiedy na dolnym, około trzynastej, cudowny cień ustępuje palącemu słońcu, z "doklejonego" w tym samym momencie słońce znika i zastępuje je cień. Może komuś wydawaje się to nie ważne, ale podczas ciężkiej pracy w lipcowym skwarze, w ogrodzie bez drzew, rozpalonym jak patelnia, szuka się tego cienia jak lekarstwa. Inaczej smakuje wtedy i kawa, i woda z melissą, i wino.
Przemyślajcie takie rzeczy, bierzcie pod uwagę gdzie i kiedy słońce, jak usytuować wejścia, tarasy, zadaszenia. Czasem da się błędów uniknąć, czasem nie. Nasz błąd, to brak zadaszenia nad choćby jednym tarasem i nie da się tego naprawić, bo zrobić to należało przy kładzeniu dachu. Markizę prędzej czy później zerwie wiatr, więc nie ma co zakładać, a tak przyjemnie posiedzieć na dworze, gdy pada deszcz.
Tymczasem zima nie ustępuje i na wiosnę pozostaje tylko czekać.  Kiedyś przyjdzie, czego każdemu i sobie bardzo życzę. Mam nadzieję, że wkrótce napiszę o pierwszym skowronku.
 Tak to wygląda z daleka.
 Tak to wyglada z bliska.
 Pod murem barwinek, dalej cegła i deski tarasu.
 Między tarasem a trawnikiem.
 Widok z tarasu na ogród.
Kącik gospodarczy.
 Na koncu tarasu weranda.
Thuje i petunie na starym jeszcze tarasie.

1 komentarz: