... zatopioną w dziczy zarośniętego wszystkim pola zaczęliśmy zamieniać w nasz wyśniony dom w ogrodzie.
Już dziewięć lat?
Niedzielne przedpołudnie na wsi jest ciche, spokojne, senne. U nas też cisza. Goście wyjechali. Pora w sam raz na snucie się i rozmyślanie.
Ale ile można się snuć bezczynnie? Zasnułam się więc pod krzew aronii i zaczęłam niespiesznie.
Z kawusią, niedzielnie.
Rozsiadłam się i popatrując, rozmyślając, wspominając zapełniałam moje ukochane, artystycznie poobijane, stare miski.
Kulek przybywało, myśli krążyły, spirytus czekał.
Żadnej prowizorki, według przepisu. Kulki lśniące, wypłukane, do słoja wsypane, przyprawy dodane, czym trzeba zalane, dalej już tylko czekanie - trzy razy po sześć tygodni. Taki cykl.
Długość trwania cyklu produkcyjnego aroniówki wprawiła M w osłupienie. Ileee? Tyle. Malinówka będzie wcześniej. Acha.
Uspokojony informacją od rana wertykuluje.
Trawnik pokrywa się kożuchem zbędnych źdźbeł, które pozostawione na zimę mogły by sprzyjać śniegowej pleśni.
Po wertykulacji bałagan sprząta kosiarką, a potem leje wodę.
M jest w sprawach trawnika do bólu przezorny i przewidująco zapobiegający wszelkiemu nieszczęściu, jakie mogłoby spotkać JEGO murawę. Dla mnie jest to oczywistym wywoływaniem zimy z lasu, czego oczywiście nie mogę powiedzieć głośno, więc piszę cicho.
Pozdravka.
o, też mam podobne miski:-) miskę, bo jedna już przerdzewiała.
OdpowiedzUsuńNo rozumię cię, no, ja tu mam rosę po kolana zimnym rankiem i posmak jesieni w powietrzu, i jarzębiny czerwone. No i co poradzisz.
Aronie twarde, muszą się długo przegryzać;-)
M podziwiam w kwestii trawnika, powiedz mu to:-)
Nic nie poradzę, ale pomarudzić mogę, a nawet muszę, to rytuał przygotowań do zimy. Aronie się gryzą do bólu, taki spryt.
UsuńNie powiem MU, bo niby kto to, skąd, jaka Megi. Nikt dalej nie wie o blogu!
Proszę Pani, jesień stoi za progiem, nie da się tego ukryć. Całkowicie Panią rozumiem ;)
OdpowiedzUsuńMoi rodzice mają przepis na aroniówkę, ale w tempie nieomal ekspressowym, a poniewiera jak długoterminowa ;)
Expressowa aroniówka? Jak? Po takich naleweczkach nawet poniewierka miłą jest!
UsuńNo cos jest na rzeczy a raczej wisi w powietrzu. Tylko, ze ja bardzo lubie ten czas. Juz nie musze przesadnie dbac o ogrod bo niedlugo i tak bedzie po wszystkim. Kazde tlumaczenie jest dobre.Dziewiec lat to duzo i malo.Niby drzewa z roku na rok prawie nie przyrastaja ale po 9 latach widac jak jednak bardzo urosly.Aroniowka bedzie jak znalazl na pocieszenie i wspomnienie tych pieknych dni , kiedy dojrzewaly owoce.Nigdy w zyciu nie pokazalabym Twojemu mezowi mojego trawnika,no chyba ze chcialby z nim cos zrobic.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWisi, wisi, i ja wiem co wisi! Tak, dziewięć lat, to raz mignięcie, raz "aż".
UsuńAch, on by coś zrobił z Twoim trawnikiem natychmiast, bo uwielbia takie sprawy. Już raz nieproszony woził się z wertykulatorem do sąsiada, bo on, ten sąsiad, czasu nie ma na dbanie. Może też czasu nie masz?
Dzisiaj strasznie nie fajna aura, ten wiatr to przewodzi na myśl zimny październik.Ale mam jeszcze troszkę nadziei na lato we wrześniu i nostalgiczne rozmyślania w listopadzie,
OdpowiedzUsuńserdecznie pozdrawiam i życzę pysznej aroniówki na jesienne wieczory
Też mi się marzy ciepły wrzesień, pogodny październik, a potem WYJĄTKOWO wczesna wiosna w lutym.
UsuńDziekuję!
Miło tak przy kawie i w ciszy rozmyślać nad tym co było i co nas jeszcze czeka.Czas ucieka a te 9 lat pewnie zleciały jak z bicza trzasnął ale mozesz być dumna ,Masz i robisz to co kochasz . Serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTak, jestem dumna, mam i robię, co kocham i niech tak to trwaaa!
UsuńDziękuję.
Taaaa o trawnik trzeba dbać:):): A ja nie dbam, tylko koszę i rozgarniam kretowiska:):)Bociany się zbierają, babie lato na włosach osiada... jesień się zbliża:)
OdpowiedzUsuńAle jaskółki jeszcze są!
UsuńPozdrowienia Jaskółko!
Na krety podobno wtykanie w kopce psiej sierści pomaga. Mogę podesłać...poszewkę po poduszce :)
UsuńDrzewa rosną jedne wolniej, drugie szybciej - porównanie jest: klon czerwonolistny i wierzba mandżurska. Nie mogę się zdecydować, czy wolę jak rośnie szybciej czy jak wolniej.
OdpowiedzUsuńAroniówka na wódce, na spirycie za mocna, ale to kto jak woli:)
Jesień jeszcze nie puka, ale suknią już szeleści z oddali...melancholia mnie dopadła, gapię się na opadłe jabłka i nie mam powera żeby je zebrać, tak mi jakoś smutno, że lato się kończy - a lato piękne było tego roku:)
Taki przepis, a odebrać aroniówce nieco mocy zawsze można.
OdpowiedzUsuńMelancholią wieje z mojego wpisu, też mnie dopada, jak zawsze o tej porze.
... "i rosło tyle wrzosów na bukiety"... O tym myślałaś pisząc? Ten piękny wiersz zawsze się do mnie przyplątuje o tym czasie...
Wiedziałam że z jakiegoś wiersza to pamiętam, ale nie skojarzyłam z Gałczyńskim:)Ach, te meandry podświadomości...
UsuńAroniówka to jeszcze pół biedy... ale nalewka z gruszek to jest dopiero oczekiwanie :D My czekamy już od roku, jeszcze pół i będziemy degustować :D
OdpowiedzUsuńAle za to, jak gruchniecie tę "gruchę"!
UsuńU nas tylko jeden krzew aronii i jeszcze przez tego pie... kosiarza podcięty. Dobrze, że puszcza od dołu. Przesadzimy na jesieni w wilgotniejsze miejsce to i moze aroniówki sie doczekam?
OdpowiedzUsuńpozdrówki!
Kto czeka, będzie doczekany. Cierpliwości!
UsuńMusisz być bardzo dumna ze Swojego cudownego ogrodu na brak pracy na pewno nie narzekasz duzo serca wkladasz w to co robisz życzę dużo zdrówka i chęci do kontynuowania tak pięknego dzieła jest się czym pochwalić serdecznie pozdrawiam
OdpowiedzUsuńZapraszam na blog RÓŻA pod nowym adresem
http://rozawjednymblogu.blogspot.com/
Jestem dumna, ale nie zarozumiała, serca w ogrodzie od groma!
UsuńDziękuję.
Mam jedną taką miskę z przykrywką, dołączam więc do jej szczęśliwych posiadaczy.
OdpowiedzUsuńPomimo mgieł, chłodnych poranków przepadam za tym późnym latem, za wrześniem - nostalgicznym pożegnaniem lata.
Podziwiam wypielęgnowany trawnik. M. jest bardzo zapobiegliwy.
Jak smakuje aroniowa nalewka ?
Ja też mam pokrywki, a jak! Może Klub Starych Misek? Już nas trzy!
UsuńAroniowa dłuuugo jeszcze poczeka, ale dam znać.
Wspaniale!
OdpowiedzUsuńOj ja też ją już czuję, tą jesień naszą. Oby była piękna, ciepła i złota. Na pluchy jeszcze przyjdzie czas ;) Ja ten stan jesieni w sercu nazwałam u siebie syndromem chomika. Jak tylko poczuję jesień, rozglądam się odruchowo za ciepłym swetrem, grubymi skarpetami i zapasem kakao ;)
OdpowiedzUsuńOby, oby taka była, jak piszesz.
UsuńJa ten stan nazywam "szukaniem nory", na przetrwanie, na niewidzenie jesieni i zimy. Wychodzi na to samo.
Aroniówka, to jedna z moich ulubionych nalewek. Ma ostry posmak, lubię taką cierpkość. Ja zalewam spirytusem i tyle. Jak trzeba wypić, bo gość w domu, to dopiero zlewam:) Jest świetna, wytrawna!:) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNaleweczka będzie w sam raz na jesienno-zimowe wieczory:) Ja po raz pierwszy zrobię nalewkę z pigwowca, bo słyszałam, że jest smaczna...
OdpowiedzUsuńChciałoby się zaśpiewać: "a mnie jest szkoda lata". Jakoś szybko przeleciało. Wiosna przyszła późno to może lato zostanie dłużej? Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDługo czekaliśmy na wiosnę, a lato szybko przeleciało. Ja mam jednak nadzieję, że we wrześniu jeszcze będą piękne słoneczne dni. Trawnik wymaga niestety sporo pracy, jeśli ma ładnie wyglądać. Moja aronia jeszcze wisi na krzewie. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńMoja nieżyjąca juz sąsiadka-przyjaciółka robiłą cudowną naleweczkę z aronii...A robię z tych jagód cierpkie konfitury do herbaty. I czasem sobie podjadam łzyżeczka wprost ze słoiczka. Aronia dobra pod każdą postacią, tylko wciaz smutek napada, że Jej nie ma...
OdpowiedzUsuńPrzywitam się:) Prowadzisz fajnego bloga i zostanę na dłużej:) Pozdrowienia i zapraszam na candy
OdpowiedzUsuńA u mnie tyle aronii się marnuje:)))
OdpowiedzUsuńCudowny ogród...i te zdjęcia takie urzekające...