Zaglądają, podglądają.

piątek, 27 maja 2011

Rój.

Kręciło się towarzystwo po ogrodzie,głównie przy jodle, od kilku dni, ale nie wiedziałam, kim są. Osy, pszczoły? Na szerszenie były za małe. Nie podchodziłam. Nie boję się owadów, ale pamiętam straszny ból po ukąszeniu szerszenia i dużo mniejszy, jednak  zdecydowanie niesympatyczny, po ubiegłorocznym  użądleniu osy. Dziś miałam miłą wizytę i na spacerze zobaczylyśmy TO. Nigdy nie widziałam pszczelego roju. Setki, a może tysiące owadów ogrzewających i chroniących swą królową... Przyroda jeszcze raz zdumiała mnie, zachwyciła i dała do myślenia. Nad swą mądrością i cudem.
Ma przyjechać znajomy pszczelarz i zabrać rój. Mam nadzieją, że mu się uda.
A miało być o kwiatkach. Jest o pszczołach, no ale o pszczołach ogrodowych.

Pozdrawiam majowo-miodowo.

1 komentarz:

  1. Też coś podobnego przeżyłam w swoim ogródku. Zawiesił mi się rój pszczół na śliwce. Nie wiedziałam na początku co zrobić.W końcu zadzwoniłam do straży pożarnej. Zapytano się mnie co to za owady. Jak odpowiedziałam, że pszczoły to stwierdzili, że oni się tym nie mogą zająć. Podali mi jednak nr telefonów do pszczelarzy. Zadzwoniłam i przyjechał Pan i zabrał rój. Kilka pszczół jednak na drzewie zostało i dwie mnie ukarały ( użądliły).. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń