Zaglądają, podglądają.

niedziela, 15 maja 2011

Meble, mebelki i inne duperelki.


Pamiętam nasze pierwsze meble ogrodowe - ogromny pień z wykarczowanej stareńkiej jabłoni , dwa plastikowe krzesła z odzysku oraz ławka z dwóch pni i deski. Była wiosna, dom w trakcie remontu, ogrodu nie ma, a smaku tamtej kawy, radości, że kiedyś na tym ugorze będzie ogród, nigdy nie zapomnę. Pień i plastiki służyły cały sezon, aż jesienne wichury wyniosły krzesło do stawu sąsiada. Powstał ogród i należało go umeblować. Pierwszy komplet, meble tarasowe, kupiliśmy po sezonie z przeceny, następny, na drugi taras, zrobił stolarz z modrzewiowych desek, trzeci, do lasku, kupiliśmy z ogłoszenia za grosze. Mebli mieliśmy dostatek. Ale, jak to bywa, pilnie wypatrywałam, co nowego w tej dziedzinie. Co sezon coś nowego, coś piękniejszego, no i coś droższego. Lubiłam wiedzieć. W trakcie kolejnego oglądania często potykałam się o metalowy komplecik złożony ze stoliczka i dwoch krzesełek w kolorze wściekłego błękitu i zastanawialam się kto to kupuje, takie to było brzydkie. Jednoczesnie, prawie taki sam zestawik, tym razem we wścieklym różu, zobaczyłam w dobrym piśmie ogrodniczym. I bardzo ładnie to w zieleni wyglądało. Przyjrzałam się znowu błękitnemu, już przecenionemu. Nie, dosyć, do niczego mi nie pasuje. Aż jesienią cena zjechała do...35 zł. O, tu się nie było nad czym zastanawiać i komplecik już był mój. Poniewierał się, nigdzie się nie chciał wpasować, aż do chwili, gdy nie było na czym postawić czegokolwiek w kąciku z huśtawką. Stoliczek jakiś by się przydał...Dobra młotkowa farba pod kolor bujawki i błękitny przemalowany na zielono wreszcie znalazł swoje miejsce.
Nigdy nie wiadomo, co i do czego może się przydać.  Powyrzucałam już tyle niby niepotrzebnych starych rzeczy, których bardzo żałuję, że teraz kupuję okazyjnie i  nowe, i stare, i gromadzę sobie na strychu. Co gromadzę? Kosze, donice, deski, stare mebelki i inne duperelki. W końcu strych musi do czegoś służyć...
Najstarsze krzesła pochodzą z ogrodu moich Rodziców. Cenna pamiątka. 
A tu mebelki w "lesie". Wierzba daje cenny u nas cień i tu do popołudnia słońce nie dociera.
Meble z modrzewia na górnym tarasie. A teraz błękitny zmieniony na zielony, chociaż w ogóle tego nie widać


Materiał na poduszeczki, kupiony w wiadomym sklepie kilka lat temu, bo ładny był. Przydał się? Przydał.

A tu cymesik, zobaczcie cenę! Już się rozglądam, jakie krzesła mam na strychu. Kłód mam dostatek, tylko jak to połączyć? A poważnie mówiąc, podoba mi się to, tylko jak się na tym siedzi? 

2 komentarze:

  1. Gaju, w tak dużym ogrodzie faktycznie potrzeba kilku zestawów mebli, żeby w dowolnym miejscu można było przysiąść i delektować się urokami przyrody.A ostatnia fotografia faktycznie ciekawostka. Hmm, muszę i ja pomyśleć. Może nie koniecznie nad ławką, ale pojedyncze siedziska, warte zastanowienia. Choć przypuszczam, że mogą służyć przede wszystkim jako ozdoba, bo dłuższe siedzenie chyba niezbyt wygodne. Pozdrawiam. Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam różnorodne meble ogrodowe, sama posiadam kilka zestawów. Giga, masz piękny ten ogród, z zachwytem go oglądam :)

    OdpowiedzUsuń