Zaglądają, podglądają.

niedziela, 7 października 2012

Marie ogrodowe i szczypta refleksji.

Maria pierwsza.
Lubię berberysy. Kłują, drapią, odstraszają, ale lubię. Za barwy, za odporność i zupełną niekłopotliwość.
O "Marii" dowiedziałam się przypadkowo i zachwyciła mnie - złotem lata , czerwienią jesieni, a najbardziej historią nazwy.
Otóż jest to odmiana wyhodowana w szkółce Kurowskich, poświęcona pamięci Marii - żony założyciela firmy Lucjana Kurowskiego.
Piękne, prawda? Pani Marii nie ma, a pamięć o Niej w tych zachwycających krzewach... Trwa...
Mam dwa młodziutkie egzemplarze i nie bardzo wiem, gdzie je posadzić, jak uhonorować, ale wyczytałam, że nadają się do pojemników, więc się nie spieszę.
"Krzew średnio silnie rosnący, dorastający do 1,5 m wysokości, o wyprostowanych, czerwonawych końcach młodych pędów. Liście duże, złoto-żółte, z karminowym obrzeżeniem, jesienią przebarwiające się na pomarańczowo-czerwone, bardzo dekoracyjne. Owoce liczne, duże, czerwone, dekoracyjne."
Cytat z firmowego opisu.
A to moja ilustracja jesiennego koloru.
I bliżej.
A teraz o drugiej Marii.
Może to kicz, ale zawsze chciałam je mieć - takie miejsce w ogrodzie; zaciszne, oddalone a bliskie, osamotnione, z Nią, Marią, jako symbolem. Symbolem Niewiadomego, Wielkiej Tajemnicy, Wielkiego Błękitu, sama nie wiem jak TO nazwać. Miałam takie miejsce. Czekało. Polowałam na figurkę, ale wszystko co znajdowałam, okazywało się być bezdusznym plastikiem, a nie o to mi szło. Aż, jak zwykle przypadkowo, okazało się , że jest, proszę bardzo, do zabrania od zaraz. Figura ponad metrowej wysokości, z szarego betonu, niestety pociągniętego brzydką farbą, półwiekowa i ciężka. Stoi teraz z tyłu domu i czeka na opalenie farby, a potem zobaczymy, chyba kolor jasny, ale nie biały. Ważne, że jest.

A poza tym prace jesienne w toku i teren za skarpą zaczyna baaardzo powoli zamieniać się w ogród.
 Potrwa, zanim iglaki płożaki pokryją ziemię, ale co tam, poczekam. Doczekam? Coraz częstsze pytanie. Bo niby dlaczego, skoro...
Czytam wpisy młodej dzielnej dziewczyny i ręce mi opadają z bezradności. Pewnie wiecie, o kim myślę...
Dlatego póki co czerpmy radość z w pośpiechu mijanego, niezauważalnego, drobnego. Trudne, ale osiągalne.
Chwile - motyle...
Piękno kształtu.

Zwolnijmy bieg, zauważmy, zachwyćmy się, czego Wam życzę.
Egzystencjalnie jakoś się porobiło. Bywa. Zwłaszcza jesienią. Jesienią życia, nazywajmy rzeczy po imieniu,  najzwłaszczej.
Pozdravka.

27 komentarzy:

  1. W tym roku również zakochałam się w berberysie Maria, jak realizowaliśmy ogród u klienta. Ten berberys jest wprost cudowny !!! Jeśli chodzi o nadawanie imion naszym roślinom (dla pamięci o danej osobie) ja osobiście mam kilka takich okazów w swoim ogrodzie. Jednak w tym roku przymarzł tulipanowiec, który był posadzony ku pamięci mojej ukochanej Babci i powiem Wam że jest przykro podwójnie jak umiera takie drzewo - raz dlatego że jest to roślinka o którą się dbało, a po drugie dlatego że traci się taką cenną pamiątkę o kimś niezwykłym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, każdy ma jakieś historie związane z drzewami w swoim ogrodzie, ja też. Szkoda tulipanowca i jego Imienniczki.

      Usuń
  2. Gaju, piękny post.
    Marie obie piękne, druga podoba mi się, jaka jest, ale mi się podobają stare obdrapańce.
    Też zastanawiamy się jakie drzewa zasadzić na siedlisku, bo przecież, już nie dla nas. A co stanie się z naszym siedliskiem później?
    Całkiem blisko są ruiny dwóch siedlisk. Chodzę tam często na spacer, jedno jest szczególnie ujmujące, wśród pagórków, cudowne, malownicze miejsce, olbrzymia, wieloletnbia tuja, klony, leszczyny, fuknkie, w życiu takich olbrzymów nie widziałam, przylaszczki, irysy, miechunka, niezapominajki ... ogrodowe rośliny, które ktoś z sentymentu i wielkiej miłości posadził, nie dziwię się, bo miejsce jest niesamowicie piękne, przy lesie, z widokiem na bagna porośnięte wodną roślinnością ... i zostały tylko kamienne fundamenty i samotny grób u stóp olbrzymich drzew, pocieszające to, że zadbany, że jednak ktoś tu czasem zagląda. Co zostaje po naszych miłościach?
    Ale mnie sprowokowałaś Gaju do wynurzeń:)
    Dobranoc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, Maria ani obdrapana ani pomalowana, muszę Ją odświeżyć.
      Myśli, refleksje, jakże mi bliskie. I opowieść o ruinach tego, co ktoś ukochał piękna... Takie życie, cieszmy się chwilami.

      Usuń
  3. pięknie napisałas....
    pomysł z Maryjka jest świetny, sama mam podobne odczucia, i postawiłabym w ogrodzie taka figurę, jednak w poblizu mam wiele stacji drogi krzyzowej / starej, poniemieckiej/ naprzeciwko całą Kalwarie i po drugiej stronie kościół też z kapliczkami. Byłoby tego za dużo, ale choć na oknie w swoim pokoiki mam 52 letnia figurkę Maryjki.... pamiatka Komunii Świętej.Ogrodu jeszcze nie ruszamy bo będzie montowana oczyszczalnia - ale później tez trzeba będzie go jakos zagospodarować. Twók blog będzie napewno inspiracją.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, co za dużo, to... Figurkę na Twoim parapecie widziałam, śliczna.
      Powodzenia w zakładaniu ogrodu! Wiosną?

      Usuń
  4. Wspaniały pomysł z zakątkiem Maryi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z zakątkiem, nie z grotą, nie z kapliczką, ot, taka Maria ogrodowa.

      Usuń
  5. Ogród masz piękny i taki zadbany. Pracy w nim jest bardzo dużo ale swoim pięknem nam odpłaca Berberysy bardzo lubię i mam ich sporo ale czerwonych. Figura Marii jest wspaniała. Będę czekała z niecierpliwością na Twój zakątek zadumy. U mnie już pewnie widziałaś;-).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, oczywiście.
      Praca nieskończona, jak wiesz, ale radości wiele.
      Czerwone też mam.
      Pokażę z wiosną, teraz kończę sezon.

      Usuń
  6. dziękuję za odwiedziny:) piękny post, czasem wystarczy jedno zdanie, które nada nowy sens...Marie obie piękne!! pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zaglądam, pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Ciekawy pomysł na zadumę i rozmyślania Maria zawsze była dla mnie inspiracją ,swoja mamę (po śmierci)nazywam Marią figurki są ładne odnowić odpowidnim kolorem i będą wspaniałe,nie mam dużego ogrodu a podobała by mi się grota a w niej Maria serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, każda Mama jest jakąś Marią, prawda?
      Dziękuję.

      Usuń
  8. Oj, Gaju, już mi z górki i też myśli moje biegną ku jesieni; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie stresujemy się, prawda?
      Pozdrowienia.

      Usuń
  9. no, ja bym się tam nie cieszyła, jakby mną ktoś nazwał berberysa;-p
    namaluj jej niebieską sukienkę:-)
    ja też czytam i umieram ze smutku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo kłuje i drapie? A jakby ktoś nazwał Tobą rasę kota? Felis megis moheris, czy jakoś tak?
      Mnie by nawet kaktus nie przeszkadzał, ale nikt nie nazwie.
      Taaa, już szykuję błękity sukienkowe.
      Czytam...

      Usuń
  10. piękna figurka i prześliczny ogród, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Gaju piękne refleksje i zdjęcia śliczne, tylko rzadko mogę wpisać komentarz, bo przez te nachalne reklamy z lewego paska, które co trochę się otwierają i nie dają zamknąć, nie widzę co piszę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale skąd u mnie te reklamy? Otwieram blog i niczego nie widzę?
      Czary, włam? O co chodzi?

      Usuń
  12. może masz ustawione zarabianie na blogu albo coś takiego, wejdź na swój blog po wylogowaniu i bez logowania, pojawiają się na lewym pasku i zasłaniają część bloga z komentowaniem...

    OdpowiedzUsuń
  13. Zwolniłam bieg, zauważyłam, zachwyciłam się i ...lepiej mi. Wspaniałe są te Twoje egzystencjalne teksty. Podziwiam prace przy części ogrodu za skarpą, Marie też. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Spędzam wieczór na przeglądaniu relacji z tego ogrodu, w którym nie brakuje ciekawych rozwiązań, otwarte forma pomysłowość wykorzystania kamieni, fajny dom z duszą, malownicza droga. Jednak jak na ogród istniejący już nie pierwszy rok, to jakoś tak dość pusto i ciągle wygląda na nowe założenie. Brak tu podziału na naturalne w przyrodzie piętra roślinności charakterystyczne dla naszego klimatu, runa z niskich krzewów i bylin, wyższego podszycia i choć niewielkiej ilości tworzących najwyższe piętro drzew. Cały ogród wygląda trochę jak te pola uprawne wszystko podobnej wielkości mało zróżnicowane. No ale to może takie dziwne dla mnie poczucie piękna.
    Jednak podejście do tematu kapliczki przeszyło mnie dreszczem już nawet w poście potraktowano temat jako drugorzędny.
    Jak można kapliczkę, symbol religijny, robiony we własnym ogrodzie jak sądzę z własnego przekonania, sprowadzać do pojęcia KICZU. Pytam w imię czego....
    może fałszywie pojętej poprawności dzisiejszego świata.
    Figurę Matki Bożej która ma być symbolem, wyrazem naszej wiary, sprowadzać do poziomu rzeczy, przedmiotu, gadżetu w ogrodzie. Kawała betonu stojącego za domem, czekającego na opalenie. Czy ta kapliczka ma mieć głęboką wartość duchową. Czy ma stanąć w ogrodzie jako symbol pozorów religijności.

    Z noworocznym pozdrowieniem Sylwia A.

    OdpowiedzUsuń