Zaglądają, podglądają.

sobota, 18 lutego 2017

Koty z klików.

Co klik, to kot. Świętowały czyli.
Nie przepadam, ale miałam, to go uczczę opowieścią z dziwną treścią.
A było tak.

Zimowy poranek, a zima ostra. Płacz pod oknem okrutny. M sprawdza, bo dziwna sprawa.
Kocię szaro-bure, niedorosłe, zabiedzone. M do lodówki, kiełbaska, kiełbaska, kiełbaska...
- Pić mu się pewnie teraz chce.
Mleczko, ale już w piwnicy, bo zimno przecie.
- Mamy kota?
- Nie, tylko niech się ogrzeje.
Acha, czyli mamy kota, bo tylko kota mi jeszcze brakowało, ale cicho siedzę. A M co chwilę do piwnicy biega.
- Wiesz, jaki mądry, na piecu sobie śpi, patrz, sam wskoczył, mądry kotek.
No intelektualista, nie kot, doprawdy geniusz...

I tak posiedliśmy kota Mariana, a czemu Mariana, nie pytajcie, nie wiem.

Marian zaprzyjaźnił się zaraz na zawsze [ a czemu na zawsze, to na końcu] z Burasiem.


Chodziły wszędzie razem, nie wiem, czy go po drzewach łazić nie nauczył, bo ptactwa w ogrodzie było dużo mniej, mniej niż na jednego kota przypada na pewno. Był kotem piwniczno-ogrodowo-tarasowym i trwał z nami kilka lat, ku uciesze najmłodszych. Niańczony, głaszczony, w wózku lalczynym wożony.

Nastał kolejna zima. Marian nagle zniknął. Cały dzień go nie było, następnego dnia też, pies chodził sam i smutny.

Średnia w przerwie na lepienie kolejnego bałwana dostała zadanie posprzątania w budzie Burasia.
Wrzask podniosła okrutny, łzy leciały jak groch, bo w budzie psa znalazł martwego kota. Mariana...

Powiedzcie mi, co się mogło stać? Futerko czyste, żadnych śladów walki, cierpienia. Jego domem była piwnica, skąd się wziął w budzie przyjaciela? 

Mała dostała kolejna lekcję przyrody, a my pozostaliśmy z na zawsze z nierozwiązana zagadką.

Uczciłam kota, świętować będę 1 lipca. Urodziny córki i Dzień Psa. Ona ma dwa, my dwa, będzie bal.

Za trzy dni przedwiośnie, za dwa tygodnie Gardenia, a potem z górki!

Pozdravka.

20 komentarzy:

  1. Tylko Marian wiedział czemu wszedł do psiej budy i tak już zostanie na zawsze. Ty masz zagadkę nie do rozwiązania, ja też mam. Nigdy się nie dowiem z jakiego powodu odszedł na zawsze Tufi. Pozdrawiam i cieszę się, że mnie znalazłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, internet ogromny, a jednak.

      Usuń
  2. A może Buraś znalazł go już w tym stanie i zaniósł sobie do budy, bo mu było żal rozstawać się z kummplem... W sumie smutna opowieść w tym dniu kota, ale tak też bywa, i trzeba to brać pod uwagę, a nie tylko zachwycać się w tym dniu słitaśnymi fociami z kiciusiami... Dzięki:)
    I pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o takim scenariuszu myślałam. A może Marian wybrał sobie to miejsce? Nie dowiem się.
      Też pozdrawiam.

      Usuń
  3. Może białaczka, może innego coś - koty nie zawsze chorują w sposób widoczny. Marian wszedł do budy bo tam czuł się bezpiecznie i przysnął w Wielkim Kotowym. Ja znalazłam w szopce kociego staruszka, który ułożył się na wieczny odpoczynek w ulubionej skrzynce Lalka, dobrze mu tam było i już ( został pochowany razem z tą skrzynką ). Zwierzęta odchodzą jak im się podoba, niektóre wolą samotność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko pozostanie tajemnicą, ale wiesz co? Jestem przekonana, że one wiedzą, że pora nadchodzi. Wiem to po zachowaniach moich psów, których już nie ma.

      Usuń
  4. Lubię Twoje opowieści Gaju. Mam teraz kota i psa, niezaprzyjaźnionych. I przedwiośnie za dwa tygodnie 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, przedwiośnie już jutro!
      Poopowiadać?

      Usuń
  5. Dziwne, naprawdę. Zupełnie nie znam się na kotach, ale może kiciolek czymś się zatruł? A może jakąś podtrutą myszkę skonsumował i to mu zaszkodziło.Wiem, że trutki na szczury i insze gryzonie zawierają warfarynę w dużej ilości ale zgon nie następuje szybko, żeby się reszta gryzoniowego towarzystwa nie zorientowała, że coś z tym pokarmem jest nie tak. Podobno szczury (okrutnie mądre są) wpierw wysyłają do nowego żarcia "zwiadowcę" i czekają, czy aby zwiadowca nie padnie w krótkim czasie. Bo jeśli padnie to one tego nowego przysmaku nie ruszą.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że szczury mądre są, to wiem, ale wiem też, że najinteligentniejsze są świnie.
      Na kotach nie znam się zupełnie.

      Usuń
  6. Bardzo mi przykro - my też w październiku przgarnęliśmy 3 już kocie. Niestety ktoś je chyba przejechał bo były ślady krwi. Ale ciała brak:( do tej pory nie wiem jak on mógł być w tym miejscu. Czasami tak się dzieje, musimy to przyjąć na klatę. Chociaż jest cięzko - zwierze jak cżłonek rodziny. A czas leczy rany - cieplo Cię pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i znowu tajemnica odejścia.
      Masz rację, zwierzęta są jak rodzina.

      Usuń
  7. Ciekawa opowieść. Może poszedł do budy bo chciał odejść na zawsze. Tak zwierzeta maja, szukają cichebo miejsca, aby spokojnie odejść...
    Wiem to po mich pieskach, byłych pieskach. Pozdrawiam ciepło i aby ta wiosna przyszła jak najszybciej! U mnie jeszcze śniegu mnóstwo, nie wiem kiedy bedzie to przedwiośnie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tajemnicza historia. Tak to jest im jesteśmy bliżej natury, jesteśmy z nią zespoleni, tym bardziej dotyczą nas takie sprawy jak rodzące się życie, czy przemijanie i śmierć. Nigdy nie jest to łatwe. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Nieodgadniona jest kocia natura... Pani Gajo, czy mógłbym prosić o podanie adresu mailowego? Chciałbym zaprosić Panią do włączenia się do kampanii społecznej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani Gajo ,tak pięknie pisze Pani o wszystkich sprawach kocich,psich o swoim cudnym ogrodzie ,że nie mogłam się oprzeć ,żeby się nie wtrącić.Od dawna czytam Pani bloga i nie wyobrażam sobie że chce Pani z tego wszystkiego zrezygnować ja chcę ,ja żądam ja chcę nadal czytać .POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kotek jest przeuroczy! Ma naprawdę cudowną sierść, już widzę to po zdjęciu! A imię Marian jakoś bardzo do niego pasuje :)

    OdpowiedzUsuń