Zaglądają, podglądają.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Pamięć.

PAMIĘTAM.
Pamiętam, bo byłam dorosła. Byliśmy na spotkaniu u przyjaciół, 100 km od domu. Rano dzieciom oberwało się za popsucie telewizora, a przy próbie "naprawy" usłyszeliśmy TO przemówienie... Ktoś bezwiednie ukląkł i zaczął się modlić. Żegnaliśmy się w milczeniu, nie wiedząc kiedy się zobaczymy.
Pospieszny powrót. W Poznaniu nad kinem "Bałtyk" ogromny napis: "POGROM  PARTII PROGRAMEM NARODU".  W nocy słowo "PROGRAM" zastąpione zostało słowem "POGROM".  W mieście czołgi, żołnierze, STRACH.
Krótka wizyta u Rodziców i pierwsze łzy. Tato, leśnik i myśliwy, uparł się, że nie zda broni. Swój ukochany sztucer oddał w ostatnim momencie i tylko na prośbę Mamy.
 Po południu dotarliśmy do domu. I nic już nie było tak samo...
Bałam się. O małe dzieci, o Rodzinę, o to co nas czeka. W jednej sekundzie runęły wszelkie plany. Wszystko było szare, brudne, beznadziejne, bez przyszłości dalszej niż jutro.
Po trzech dniach komunikat o pierwszych ofiarach. Rósł strach, ludzie milczeli, telefony milczały i coraz częściej płynęły łzy.
Nikogo nie cieszyły zbliżające się święta.
Nie pamiętam, skąd mam ten plakat, wiem tylko, że WTEDY pomyślałam, że być może kiedyś będzie wielką pamiątką.
I jest. Ma trzydzieści lat...
Życzę Wam, żeby nikt nigdy nie przeżył niczego podobnego...

11 komentarzy:

  1. A ja wtedy byłam w maturalnej klasie. Było poważnie, ale nasze myśli kręciły się wokół tematu studniówki. I mieliśmy nasz bal studniówkowy, trochę inny niż wszystkie bo od 13.00 do 20.00. Ale udało się i w naszym młodym życiu nie zabrakło tego ważnego wydarzenia. Pozdrawiam. Ania:)

    OdpowiedzUsuń
  2. zupełnie nie pamiętam tych czasów - miałam wtedy 5 latek

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś rano (o godz. 5.30) rozmawialiśmy z mężem przed wyjściem do pracy o tej rocznicy. Że nie jest to powód do świętowania, ale do pamiętania. Mieszkałam w internacie, takim przy szkole (kształtowania terenów zieleni zresztą), i o 9 rano (b. późno) wychowawca budził nas informacją, że jest wojna. Ja też byłam w klasie maturalnej. Studniówki nie było. Za karę, za noszenie czarnych opasek.
    Jakoś nikt nie myślał wtedy o zabawie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie pamiętam, nie znam tego lęku ale znam opowieści. Oby już nigdy więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. A u nas nie było kary, ponieważ miałam mądre i szacowne grono pedagogiczne, które samo chodziło na czarno całe ubrane. Dlatego nas nie karało tylko uczyło godnie i żyć w tych trudnych czasach. I za to i za tę studniówkę wszyscy jesteśmy im do dziś wdzięczni. Nasi rodzice też chcieli, żeby mimo tych trudnych chwil ich dzieci miały lepsze wspomnienia z niż oni z czasów wojny. Internowano kilku rodziców naszych kolegów i oni też byli na studniówce. Wsparliśmy się, część nawet drukowała i roznosiła jakąś bibułę.Byłam w klasie humanistycznej, więc było w nas dużo z dusz walczących romantyków. Jestem dumna ze swojej postawy w tych czasach. Pozdrawiam serdecznie. Ania:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aniu, ta kara to było raczej moje przypuszcenie. Poza tym brak studniówki jakoś mi nie doskwierał i nie doskwiera, raczej to poczytuję za czyn heroiczny naszej klasy. A szczególnie dla tych kolegów z klasy i szkoły, którzy wylądowali w areszcie. To, że nie naciskaliśmy na studniówkę to był akt solidarności z nimi. A i wizyty panów w mundurach w internacie oraz "rozmowy" z uczniami nie nastrajały zabawowo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy rankiem się Obudzisz
    słowa te przeczytasz.
    One chcą dziś mówić
    i Ciebie przywitać.
    Radosnego dnia Ci życzę
    i ukojenia od rana.
    Usłysz serca ciszę,
    tam jest piękna wiara.
    Niech ten dzień dla Ciebie
    będzie wspaniały…
    Niech przyniesie zmian wiele
    i będzie nadzieją owiany...Miłego dnia życzę Tobie.
    Pozdrawiam cieplutko i radośnie...

    OdpowiedzUsuń
  8. ja byłam w III klasie LO... i chociaż ten dzień pamiętam dobrze (tak samo, jak pamiętamy 11 września i podobne daty), i był straszny, to kolejne dni roztopiły się w zwykłym nastoletnim życiu, nieco utrudnionym przez godzinę policyjną i nieco uwznioślonym przez zabawę w walkę i konspirę. Pierwsze lato stanu wojennego to lato miłości pod lipami i nic oprócz tego nie było ważne... a teraz wolałabym, żebyśmy myśleli o 13 jako o dniu św. Łucji;-) jak w Skandynawii- święto przywoływania światła...

    OdpowiedzUsuń
  9. To na całe szczęście już tylko historia. Dla wielu z nas ważne przeżycie. Dla mnie jako historyka temat badań. Miałem wtedy 3 lata.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń