Zaglądają, podglądają.

środa, 17 sierpnia 2011

Owocowo.

Nie lubię owoców. Zauważyliście, że ludzie dzielą się na "owocowych" i "warzywnych"? I że to przekazuje się w genach? Ja jestem "warzywna" i warzywka mogę jeść na okrągło; surowe,  gotowane, w surówkach, sałatkach, jako dodatki i jako solówki, w sosach zimnych i gorących, od śniadania, po kolację, zawsze! Jakby tak się zdarzyło, że nie miałabym warzyw, ale się nie zdarza, to nie miałabym co jeść. Lato, to moja pora, bo najlepsze są warzywa świeże, nie przetworzone mrożeniem i konserwowaniem. O tym, że jeszcze lepsze są te z własnego ogrodu nie wspominam, bo to się wie. Dobrze, że warzywniki, po latach obciachowości, stają się znowu modne.
Miało być owocowo, a zboczyło mi na warzywa. Wracam .
Czasem w sezonie jadam raz, czy dwa, truskawki, i to starcza mi na rok, potem kilka brzoskwiń, zimą z rozsądku i nieprzymuszonej woli mandarynki , a jabłka,  jak M mi zapoda na talerzyku, pokrojone i nie wypada nie zjeść, bo nie każda tak ma. Gdzieś w przelocie zdarzają się winogrona, śliwki i inne owocki, ale niewiele tego jest. Za każdym razem, kiedy je jem, zastanawiam się, dlaczego ich nie jem częściej. Odpowiedzi brak.
Sadu więc nie posiadam i nie posiądę, bo nikt z tego nie skorzysta . Raz i drugi próbowałam zasadzić wspaniałą brzoskwinię, jaką dostałam od Przyjaciółki, ale obie pożarły sarny.
Ale jednak "cośtam" mam. W ramach sentymentów zostawiliśmy na działce, w dziwacznym miejscu, dziwaczną jabłonkę, która witała nas czerwienią jabłek przy pierwszych podchodach do jej kupna. Wielce pokraczna, mimo korekt pozostała pokraką i taką już będzie. Myślałam o usunięciu jej, ale wiem, że bardzo bym tego żałowała. Ma dwie zalety; rodzi co drugi rok cudowne w smaku owoce, które zużywam do produkcji buraczków z jabłkami w słoiczkach i pięknie wygląda z okna  przedpokoju. Teraz jabłka jeszcze zielone, bo to późna odmiana.


Mam też krzew aronii. Jest u mnie przypadkiem takim, że na wyprzedaży był krzew bezimienny, bezlistny , ale mocny. Po kilku latach okazał się być aronią właśnie. Owoce zużyję na nalewkę, bo jakoś zużyć należy, prawdaż?

Lubię kwiaty pigwowców i to, co można zrobić i ich owoców. Pigwówkę. Aromat nie do opisania!

A to moja winnica dwukrzewowa. Powstała, bo przecenili winorośle, a ja potrzebowałam coś szybkiego na zakrycie gołej pergoli, czy bramki, jak zwał, tak zwał. Przeznaczenie winnych gron wiadome. Z winogron robi się wino.


No i widzicie, do czego służą mi owoce . Jak nie w buraczki, to w napoje procentowe. A, jeszcze mam kilka krzaków malin, ale chruśniak to dla zdrowotności, na soczek przeciw jesiennym przeziębieniom. Chociaż... jakby nalewkę malinową zrobić...? Kto wie?
Wiele razy słyszałam pytanie - "dlaczego nie założysz sobie sadu, masz tyle miejsca ?" Mam miejsce, ale nie mam potrzeb, dążności do jego posiadania i czasu, którego zaczynam mieć jakoś coraz mniej, co sami pewnie znacie. Mój zbiór, kilku zaledwie, roślin dających owoce, to taki "sad rozproszony". Tak bym to określiła i taki mi wystarcza.
A tymczasem...

"Owocowym" i "Warzywnym" smacznego!












   


2 komentarze:

  1. Ja jestem "owocowo-warzywna"-))) ale w tym roku ilośc darów natury lekko mnie przytłacza. Szczęściara - masz tylko jedna jabłonkę:-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne owoce, 'obfitości ogromne' :DDDDDDDDDDD
    Och, a mój winogron w tym roku przemarzł i owoców nie mam, szkoda bo taki pyszny. I w sumie też nie mam sadu, tylko ze dwa małe krzaczki porzeczki i agrestu, dwie tycie jabłonki, gruszkę co nie owocuje (chyba wytnę) i malinki, które pożeram nim dobrze dojrzeją :DDDDDDDDDD
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń