Zaglądają, podglądają.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trawnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trawnik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozmyślania przy niedzieli.

No to mamy! Stało się! Ostatni tydzień sierpnia to dla mnie jakby ostatni tydzień lata. Jakby. No bo niby nie, lato niby trwa, ale... To "niby". To niebo, te mgiełki, co to niby ich nie ma, ale są, te ostatnie jaskółki, ach... Czy ktoś mnie rozumie?
Przysiadłam, patrzę i rozmyślam. Dziewięć lat temu zaczynała się przygoda z nowym życiem - ruderę, tę ruderę...
... zatopioną w dziczy zarośniętego wszystkim pola zaczęliśmy zamieniać w nasz wyśniony dom w ogrodzie.
Już dziewięć lat?
Niedzielne przedpołudnie na wsi jest ciche, spokojne, senne. U nas też cisza. Goście wyjechali. Pora w sam raz na snucie się i rozmyślanie.
Ale ile można się snuć bezczynnie? Zasnułam się więc pod krzew aronii i zaczęłam niespiesznie.
Z kawusią, niedzielnie.
Rozsiadłam się i popatrując, rozmyślając, wspominając zapełniałam moje ukochane, artystycznie poobijane, stare miski.
Kulek przybywało, myśli krążyły, spirytus czekał.
Żadnej prowizorki, według przepisu. Kulki lśniące, wypłukane, do słoja wsypane, przyprawy dodane, czym trzeba zalane, dalej już tylko czekanie - trzy razy po sześć tygodni. Taki cykl.
Długość trwania cyklu produkcyjnego aroniówki wprawiła M w osłupienie. Ileee? Tyle. Malinówka będzie wcześniej. Acha.
Uspokojony informacją od rana wertykuluje.
Trawnik pokrywa się kożuchem zbędnych źdźbeł, które pozostawione na zimę mogły by sprzyjać śniegowej pleśni.
Po wertykulacji bałagan sprząta kosiarką, a potem leje wodę.
M jest w sprawach trawnika do bólu przezorny i przewidująco zapobiegający wszelkiemu nieszczęściu, jakie mogłoby spotkać JEGO murawę. Dla mnie jest to oczywistym wywoływaniem zimy z lasu, czego oczywiście nie mogę powiedzieć głośno, więc piszę cicho.
Pozdravka.









czwartek, 6 września 2012

Jak było, jak jest.

Dziękuję, bardzo Wam dziękuję, Kamo, Bustani [jeśli kogoś pominęłam, to przepraszam] za nominację, nagrodę, dowód uznania, wyróżnienie, jak zwał, tak zwał, ale...
- w ogóle nie kumam o co chodzi, to znaczy, domyślam się, ale nie mam czasu się wgłębiać
- kogoś musiałabym wyróżnić, a więc kogoś pominąć, a nie chcę
- jeszcze raz nie mam czasu.
Dziękuję, miło mi , ale nie pcham dalej tego wózka, nie dam rady.
Rozgrzeszacie? Rozgrzeszcie przy okazji za opóźnione odpowiedzi na Wasze wpisy i za brak aktywności w odwiedzinach.

Powód braku czasu, to między innymi to, że za moim ogrodem...
Było tak i strasznie nas to drażniło.

I tak.
I jeszcze raz, w zbliżeniu.
A jest tak. Skarpa zamiast dzielić, zaczyna spajać jedno z drugim.

Spod wierzby widok taki.
Zmieniło się? Zmieniło. Jeszcze dużo do zrobienia; jakieś ogrodzenie widoku od sąsiadów i na warzywnik oraz kompostową pryzmę i część gospodarczą, jeszcze nasadzenia krzewów i drzew, zazielenienie kamiennej skarpy, jeszcze uzgadnianie co, jak i gdzie, jeszcze wykłócanie się bez końca. Ale już nie ma dzikiego terenu, naszej "ziemi niczyjej".
A zaczęło się od niewinnego układania kamieni z tyłu skarpy za ogrodem, ot tak, żeby wzmocnić, bo tu niczego nie miało być. No i co? A to, że zaczynamy na tę część mówić "drugi ogród". A co tam, pierwszego też kiedyś nie było. Miało być inaczej, poszliśmy na najprostsze rozwiązania, bo trawnik jest dla M. właśnie takim rozwiązaniem. Lubi zielone dywany. Pewnie coś pozmieniamy "w trakcie", ale to potem, w zależności czy znajdziemy kupca na druga działkę. Na razie jest tak.
Pozdravka.






niedziela, 2 września 2012

Jak wrzesień, to...

... wrzosy, oczywiście.
Ale zanim o wrzosach, to o coraz częściej pomijanej, zapominanej dacie - pierwszego września  1939. Nie będę nudzić, króciutko, chcę Wam coś pokazać. Chłopca, który mógłby być jednym z przyjaciół filmowych bohaterów z "Jutro idziemy do kina". Jak oni zdał w 1938 roku maturę, jak oni był młody, piękny i radosny, z ufnością patrzący w życie. I jak oni tamtego pierwszego września poszedł na wojnę.

To mój Tato. Jeszcze usmiechnięty, bo to dopiero Szkoła Podchorążych, a po niej studia. Tak myślał, takie miał plany.

Na studia poszedł dopiero po strasznych sześciu latach, ale wtedy o tym nie wiedział. Nie wiedział o czekającej Go strasznej bitwie pod Tarnawatką. Nie wiedział, że powiedzie się brawurowa nocna ucieczka z niemieckiej niewoli, o latach okupacji, o operacjach wojskowych i walkach w szeregach Drugiej Armii do końca, do ósmego maja 1945 roku.  Niczego nie wiedział, a światowa polityka pisała scenariusz  życia tego młodego chłopaka.
Wiele takich wojennych losów  opisanych jest w tej książce.
Tato był jednym z nich, chłopcem z lasu.

 A teraz wracam do wrzosów.
Kilka obrazków z mojego wrzosowego kątka. Może brak podstaw, żeby kątek nazywać już wrzosowiskiem, ale podstawy stanowiskowe ma - piach zmieszany z kwaśnym torfem i słoneczna wystawa. Rośliny wrzosowisk to lubią. Poza tym dwie zasady obowiązują zawsze; nie kupuję wrzosów w marketach, bo są raczej są jednorazowe i podlewam rano. Tak mi podpowiedziano, to przetestowałam i tego się trzymam, a wrzosy, golterie i inne wrzosowiskowe mają się świetnie.







Wiele w ogrodzie jest "moje", ale trawnik należy do M. Efekty spektakularne, ale czegoż On dla trawników nie robi; karmi, poi, czesze, strzyże, chucha i dmucha, no i ma. Mam i ja! Przy okazji, bo na aż takim dywanie mi nie zależało.


Ja zamiast uganiać się z kosiarką, albo wozić ciągniczkiem koszącym, a mulczującym, wolę chwile z kawą i książką tu, w moim miejscu pod wierzbą. Nawet bez kawy i książki jest tu co robić. Można bez końca wgapiać się w TO. Dacie wiarę, że wczoraj na TYM zobaczyłam klucz dzikich gęsi? Aparatu oczywiście nie miałam. Pocieszam się, że dopiero ćwiczą, obgęgują trasę i miejsca postoju na pikniki w drodze.

A skoro o książkach zaczęłam. Zbieram zapasy lektur na jesień i zimę. Dostałam już autobiografię Głowackiego za 6 zł plus koszt przesyłki. Jasne, że z Allegro.
Pozdravka.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Dzień.

Nareszcie można powiedzieć, że wiośnie obrażenie przeszło na dobre. Jest ciepło, zielono, kwieciście, ale i sucho. U mnie bardzo sucho.
Trawnik potraktowany wertykulatorem, nawieziony i dobrze podlany odwdzięcza się cudną runią.
O poranku kładą się na nim tajemnicze cienie,a kamienie zmieniają kolory. Ech, pięknie jest.



Niby to samo, a jednak z każdą chwilą inaczej.
A potem ogrodowa proza - praca. Jak to wiosną, sami wiecie.
Sianie buraczków, kończenie układania kostki, twórcza praca przy cienistej rabacie.
Zakwitają różaneczniki. Przedziwna sprawa, pąki są różowe, a kwiaty śnieżnobiałe.



Cienista rabata pod drzewami nie z każdej strony ma cień. Zastanawiałam się, co posadzić w słońcu i znalazłam miejsce na sadzonki poziomek, ruski rok czekające już na posadzenie. Pomysł odkryłam w "Wymarzonym Ogrodzie". Poziomki jako roślina zadarniająca stanowiska pod drzewami! Kamień z serca, poziomki na rabatę.

Obrzeże z dębowych plastrów zastąpiło mały wiklinowy płotek, który ukleciłam rok temu i tyle przetrwał. Poza tym rabata została powiększona i płotka było za mało.

Razi nowością, ale wtopi się i razić przestanie.
I tak sobie minął dzień. Nie wiedzieć jak i kiedy.
Zachód słońca i prognozy wróżą piękną pogodę na następne dni i niech tak będzie!



Po słońcu  pozostał tylko róż na niebie. Też piękny.

Oglądam te zachody każdego dnia i napatrzeć się nie mogę.
Takie widoki za oknem przeganiają pojawiające się czasem myśli o sprzedaniu wszystkiego w cholerę! Bo po co mi ten wielki ogród, po co mi to wszystko, po co ja to robię i... No właśnie, a co ja bym wtedy robiła?
O, miałabym na przykład pięknie pomalowane paznokcie, ubierałabym się niezwykle elegancko, nie grzebałabym w żadnej ziemi. Damą bym była, po prostu! Tylko, jak siebie znam, chwilowa dama bardzo żałowałaby podjętej decyzji. Więc póki co odpuszczam. Elegancja ogrodowa, a zamiast lakieru szczoteczka do paznokci i niech to trwa, a myśli niemądre przepadną.
Przyjemności wszelakich życzę!
Pozdravka.


poniedziałek, 21 listopada 2011

W szronie listopada.

Dziwna aura. Brzozy i wierzby, mimo mrozu, zgubiły tylko połowę liści, modrzewie tylko część igieł. Coś to wróży, tylko nie wiem co. Może sroga zima przed nami? Bardziej wierzę przyrodzie niż prognozie długoterminowej, ale oby moje przepowiednie się nie spełniły.
O poranku, podczas parzenia kawy zachwycił mnie widok za oknem. Widok tyle razy już oglądany, ale niezmiennie zachwycający. W tym miejscu stała kiedyś stodoła. My zastaliśmy już tylko jej fundamenty, ale często wyobrażam sobie, jak tu było, kiedy zamiast nas mieszkali tu budowniczowie naszego dziś domu i właściciele kwitnącego ponoć gospodarstwa. 

Po kawie przezwyciężyłam mój zimnowstręt i poszłam do ogrodu.
Rabata z iglakami przybrała już zimowe barwy.
Miskant w całym majestacie czeka na związanie i przerobienie na bałwana.
Skalniak zastygł, ale nie stracił wszystkich kolorów.
Iglaki kuliste, mimom że nigdy nie strzyżone, trzymają formę.
Kule bukszpanowe nieco rozwichrzone, bo z przycięciem nowych przyrostów czekają na wiosnę. Cała rabata zrobiła się nieco pusta, jako że doniczkowe "wypełniacze" zimują w piwnicy.
Zimno! Koniec spaceru. Na trawniku zostały tylko ślady.
Skoszony, wygrabiony, nawieziony czym trzeba trawnik czeka na wiosnę. Tak jak ja.

A potem wyszło słońce, stopiło szron i znowu zrobiło się ciepło, więc kolejny raz podlałam obficie zimozielone, bo susza trwa.  Kończę niezwykle optymistycznie. Za trzy miesiące zaczyna się przedwiośnie!
Miłego wyczekiwania!