Zaglądają, podglądają.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katalpa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katalpa. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 czerwca 2012

Małe radości.

Małe radości można stworzyć z niczego. Na przykład z pnia dębu ciętego na opał. M ciął, ciął i nagle  z kawałka drewna narodziły się dwa najprawdziwsze serca.

Drewniane serca, nanizane na starą pamiątkową linkę, zawisły na równie starym pniu  orzecha,  po którym pnie się niezbyt chętnie klematis. Zastanawiam się, czy martwy orzech też źle działa na posadzone obok rośliny? Może ktoś wie?
I jeszcze w zbliżeniu; symboliczne serca twórców ogrodu.

Mała rzecz, a cieszy.
Małe radości można więc tworzyć, ale też czerpać prawie z niczego. Z pierwszego kwiatka dzikiej róży, zabiedzonego maleństwa zasadzonego wiosną.

 I pierwszy raz zakwitającej  katalpy na tle błękitu nieba.
Makolągwy, stałego mieszkańca ogrodu, ciesząc się, że nie dopadła jej sroka.
Oraz pierwszej letniej tęczy za ogrodem.
Takie drobiazgi składają się na ogromną radość z lata w ogrodzie i z możliwości ich dostrzegania.
A to już nie drobiazg. To początek eksplozji kolorów. Teraz jest tak.
 I tak.
Jakoś sentymentalnie się porobiło...
Pozdravka.

 

wtorek, 14 lutego 2012

Zabawa w kamyczki.

"Nie kładź torby na podłodze."
"Nie przynoś do domu kamieni."
Dlaczego? Bo uciekają pieniądze.
Znacie to?
Z torbą zaczęłam uważać, bo a nuż działa, a kamyki znoszę. Dlatego pewnie mam jak mam, średnio. I dobrze.
Zbieram kamyki setkami kilogramów, bo są świetnym materiałem do obsypywania rabat. Zamiast wszechobecnej kory, która podoba mi się, pod warunkiem że nie wyziera spod niej żadna mata, a któraą u mnie natychmiast by wywiało. Wiem, te dwa zdjęcia były, ale dla ilustracji tematu powtarzam.
Zbieram, bo są, a zajęcie to, tyleż przyziemne, co bezmyślne, relaksuje świetnie. Biorę wiaderko i obchodzę granice działki, czasem zapuszczając się na pola sąsiadów. W przeciwieństwie do grzybów, zbiór zawsze pewny. A materiał darmowy, swojski, pasujący do reszty, dla mnie ładniejszy niż takie białe ze sklepów, szczególnie ładny po deszczu.
Te duże kamienie pod bukszpanem znikną, gdy dozbieram mniejszych.
W czasie mycia i przeglądu zbiorów odkładam najciekawsze i tak powstaje mała kolekcja kamyków domowych.
Bezimienny.
Telewizorek.
Jajo węża.

Dziwaki.

Kulki.

Mix.
 Najpiękniejsze okazy ogrodowe pokażę przy bardziej sprzyjającej aurze, a jako zapowiedź "sowa".
A teraz chciałabym zasnąć kamiennym snem i obudzić się z pierwszymi krokusami, no mogą być przebiśniegi, choć u nas nie mają czego przebijać.
Pozdrowionka!

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Jest taki temat.

Jakoś w tych dniach minie mój rok blogowania. Na tę okoliczność przejrzałam sobie statystykę i wracam dziś do tematu, który cieszył się największym zainteresowaniem . "Katalpa, czyli rzecz o przesadzaniu drzew."
Dlaczego ten temat? Nie wiem, ale wiem, że ogrodnicy mali i duzi, doświadczeni i zieloni drzewa przesadzać lubią . Albo muszą. A bo źle posadzili, a bo się rozrosło, a bo nie pasuje, a bo zmądrzeli. Można by tak wymieniać w nieskończoność. A może chodziło tu o samą katalpę, która zrobiła się bardzo modna? Nie wiem. W każdym razie...
...ja  przesadzałam i przesadzać będę. O zasadach i mądrościach z tym związanych można sobie poczytać. Żeby zrobić to fachowo, żeby się przyjęło, żeby nie zmarnować. Moje skromne, z życia wzięte doświadczenia, którymi się dziś dzielę, jednoznacznie wskazują jednak na to, że:
1 Nie da się z miejsca na miejsce przesadzić sosny, to pewne, pozostałe iglaste da się.
2 Najwdzięczniejszą rośliną pod tym względem jest bukszpan, nawet duży. Może latać po ogrodzie.
3 Stosunkowo łatwo przesadza się krzewy liściaste, które po posadzeniu mocno przycinamy, trudniej drzewa.
4 Dużo, chyba najwięcej, znosi brzoza.
5 Czasem, mimo że wszystko zrobimy zgodnie ze sztuką, nic z tego nie wyjdzie.
6 Czasem, mimo że niczego nie zrobimy jak należy, drzewo się przyjmie.
7 Po posadzeniu i porządnym podlaniu, dalej podlewamy co tydzień. Lepiej rzadziej, a obficiej, żeby nie zalewać korzeni.
I tu wracam do mojej katalpy, której dotyczy punkt 6.
Mimo złamania wszelkich zasad dotyczących  przesadzania drzew katalpa żyje i ma się bardzo dobrze. W następnym sezonie wczesną wiosną podetnę jej gałązki, co ponoć pobudzi ją do zagęszczania korony. Wiadomość wyczytana, ale i sprawdzona; pęd złamany przez wiatr [surmia jest krucha] dorodnie się porozgałęział. Kilka zdjęć, być może powtórzonych, no ale skoro taki temat.
Po wielu przymiarkach posadziłam ją przed tarasem .
Tak wygląda na tle ogrodu w pełni lata.
I to samo z dalszego ujęcia, z koroną.
I to samo z ujęcia bliższego, z pniem.
Widok od strony tarasu na perspektywę ogrodu i otoczenia.
 Za tym kolorem tęsknię...
Nowy rok się zaczął, jeszcze raz najlepsze życzenia, dnia już przybywa, a więc my ogrodnicy zaczynamy mieć z górki. Byle do oczarów, do krokusów, fiołków, a potem już poleci.
WSZYSTKIEGO DOBREGO!

niedziela, 17 lipca 2011

Leniwa niedziela.


Niedziela na wsi. Rano. W ciszy daleki głos dzwonu. Odświętni sąsiedzi jadą do kościoła, zgrabiarka, mimo święta, przewrca trawę skoszoną na łące, trawa pachnie nasenną kumaryną, kogut pieje, psy śpią w upale, ptaki smigają w drzewach. Zaczyna się dzień. Dzień powolnego śniadania, czytania, picia kawy, huśtania, chodzenia bez celu po ogrodzie; to trzeba, tamto trzeba. Jutro, dziś niedziela...

Sianokosy za ogrodem.

Katalpa w słońcu.


Na tarasie.
Z kaczuszką.
Powojnik.



W cieniu.


Letnia rabata.


Ćma.

Schodki.

Porzucone.

Takie sobie obrazki z niedzielnego ogrodu...Spokojnego tygodnia, pogody i oby do nastepnej leniwej niedzieli!










poniedziałek, 6 czerwca 2011

Obrazki z ogródka.

Leniwa upalna niedziela. Praca w ogrodzie w niedzielę... Można, nie można...? Wypada, nie wypada?  Dzień święty święcić, chwalić Pana pracą, ruch to zdrowie? Jak to ma być?
Duże miasta obramowane są siecią działek i działeczek, ogrodów i ogródków, mniej lub bardziej wypasionych. Każdej niedzieli mrowie ludzi pracuje tam zawzięcie, odpoczywając w ruchu, ciesząc się slońcem i kontaktem z przyrodą i nikt nikomu nie ma niczego za złe. Wsie natomiast zamierają. Odświętnie ubrane idą i jadą karnie do kościoła i udają, że żadnego kontaktu ze szpadlem i grabiami nie utrzymują. To nic, że mszę spędzają często przed kościołem, paląc i plotkując zawziecie. Byli, zaliczyli, dzień swięty święcili.
A ja? Kobieta miejsko - wiejska? Niedzielę traktuję jako dzień ogrodowych przyjemności. A że praca z roślinami jest dla mnie relaksem i przyjemnością, robię cośtam powolutku. Dogladam, dopieszczam, pogadam, przytnę, posiedzę, pozachwycam się. Nie ma ostrych akcji i ciężkiego warczacego sprzętu. Na wszelki wypadek nie zaglądam tam, gdzie mogłoby mnie ponieść i wciągnęłoby do ciężkiej pracy. Taka sobie leniwa ogrodowa niedziela.
Poniżej obrazki, którymi napawałam się świątecznie.
Katalpa. Moja przesadzana trzy lata temu katalpa wygląda pięknie na tle błękitu. Odwdzięcza się za wszystko, co dla niej robiłam.
A to ukochany kącik obok dolnego, tylnego wejścia do domu. Jedyne miejsce, gdzie prawie zawsze jest cień. W stareńkich korytkach w tym roku posadziłam begonie wiecznie kwitnące. Biel pięknie rozjaśnia.


Mój pierwszy klematis. Od ubiegłego roku rośnie na pamiątkowym wkopannym w ziemię pniu orzecha włoskiego, który niestety nie przeżył.
W upalne dni piwnica jest cudownie chłodnym miejscem. Tajemnicy dodaje jej zielona firanka z winobluszczu.

Moje pierwsze żurawki. Ciemna odmiana "Palace Purple". Posadzone pod żółtym klonem palmowym miały stanowić piękny kontrast, ale póki co pięknie zlały się z kolorami ziemi. No zobaczymy, może jak podrosną, coś z tego wyjdzie.

Potem dzień gaśnie, słońce zachodzi i kończy się niedziela na wsi. Cudowna cicha czerwcowa wiejska  niedziela. Takie klimaty umiała opisywać Dąbrowska, ja potrafię je tylko przeżywać. Życzmy sobie wielu tak cudownych dni.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Katalpa, czyli rzecz o przesadzaniu drzew.


Katalpa, a po polsku surmia. Jaka śliczna nazwa, prawda? Piękne drzewo o ogromnych liściach i wspaniałych kwiatach, pochodzące z Ameryki Północnej. Występuje w jedenastu gatunkach, przy czym najpopularniejszym jest surmia bignoniowata. Co jej zagraża? Tylko to, albo aż to,  że jest mało wytrzymała na niskie temperatury.
Pierwszy raz z surmią spotkałam się kilkanaście lat temu, gdy moje pojęcie o ogrodnictwie było niewielkie, podczas powrotu z wakacji. Rosła sobie na przydrożnym parkingu. Wtedy to zainteresowały mnie ogromne liście nieznanego mi drzewa i metodą po nitce do kłębka, dowiedziałam się o jej istnieniu.
Nie mam zapędów kolekcjonerskich. W moim ogrodzie nie ma rzadkich, niespotykanych gatunków. Dominują sprawdzone rodzime, ale katalpę mam.
Trzy lata temu,wczesną wiosną, znajomy musiał się jej pozbyć ze swego ogrodu. Zapytał, czy nie mam na nią ochoty. Miałam. Przyjechało brutalnie wyrwane z ziemi, nie zabezpieczone, z osypanymi z ziemi korzeniami trzymetrowe drzewo. Z powodu pogody musiało jeszcze kilka dni czekać na zagospodarowanie. Posadzone zostało zgodnie ze sztuką ogrodniczą, ale bryła korzeniowa była tak mała i tyle przeszło że nie dawałam mu szans na przeżycie. Poza tym było duże, a takie drzewa przesadza się z ogromną ostrożnością. Z powodu tych nikłych korzeni i silnych wiatrów, na jakie była narażona, katalpa otrzymała aż trzy mające ją utrzymać w pionie podpory. Surmia rozwija liście późno. Z niepokojem obserwowałam ją licząc na cud i...cud się zdarzył. Niesmiało zaczęły nabrzmiewać i pękać pąki liści. Żyła!
Jeszcze dwa sezony stała na podporach, które potem, dla bezpieczenstwa, zastąpione zostały ogromnymi kamieniami dociskającymi jej korzenie.
Mądrzy ogrodnicy mówią, że przesadzane drzewo dopiero w trzecim roku "pokazuje, co potrafi". To  prawda. Surmia pierwszego roku miała mało liści i były drobne. Następnego, liście były wieksze i w wiekszej ilości. Zbliża się trzeci sezon i mam nadzieję, że "pokaże, co potrafi".
Jeszcze tylko jedna uwaga. Katalpa ma bardzo kruche gałęzie, które łatwo łamie wiatr. Czyli dobrze ją posadzić na osłoniętym stanowisku. U mnie nie było to możliwe. Wiatr złamał ładną gałąź, ale kawałek jaki został natychmiast obudził śpiące pąki i drzewo się w tym miejscu zagęściło.
Jaki wniosek?  Że wszystko jest możliwe. Teoretycznie nie miała szans na przeżycie, a jednak! Czasem jest jednak odwrotnie i z tym trzeba się pogodzić. Warto jednak próbować.