Usprawiedliwienie.
Piszę sobie sama, bo już mogę.
Za niekomentowanie [ale czytam w biegu], za nieodpisywanie na komenty [ale dziękuję bardzo].
Powód prozaiczny - permanentny brak czasu z powodu konieczności krążenia. Między wiochą, a Poznaniem, między ogrodem, a szpitalem, aptekami, w których leków brak [ale możemy zamówić], a lekarzami. No wiecie, jak to jest, a jeśli nie, to się nie dowiadujcie, czego życzę.
Do usprawiedliwienia dołączam kilka jesiennych słonecznych chwil z ogrodu.
Fragment skarpy, kiedyś dumnie zwanej skalniakiem.
Szczegóły, głównie z berberysami.
I świerkiem Conica.
Jeszcze raz berberysy.
Trawy.
Drobnica.
I drobnica najdrobniejsza - ukochana pachnąca macierzanka piaskowa.
Skalniak przestał być skalniakiem, a został po prostu skarpą, gdy pozbyłam się wymagających wielkiej opieki wyszukanych roślin, a mniej wyszukane rozrosły się, rozpanoszyły, wyparły. Nawet lewizje przepadły, bo nie dałam rady osłaniać ich przed opadami. Miałam ambicje, nie miałam wiedzy, a jak ją posiadłam, to okazało się, że nie mam tyle czasu i cierpliwości. Trudno, skarpę polubiłam, bo jak się nie ma...
Jesieni nie lubię dalej, mimo że jeszcze coś zakwita.
Bo włazi nieproszona do domu.
Bo odlatują ptaki.
I tylko ten facet niezmiennie roześmiany. Kiczowaty, ale świetny na rozweselenie. Popatrzcie.
Działa?
Pozdravka.
Zaglądają, podglądają.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzanka. Pokaż wszystkie posty
środa, 9 października 2013
wtorek, 12 czerwca 2012
Czas macierzanki.
M ma dwa irytujące pytania:
1. Czy TO szybko rośnie?
2. Czy TO długo kwitnie?
Nie pojmie, że nie ma TEGO, co rośnie tak szybko i co kwitnie tak długo, jakby On sobie życzył. Że jest czas konwalii, piwonii i bzów. Patrzy na przekwitające różaneczniki i dziwi się, że już po. Niesubtelny taki. Bo jak postawi bramkę, trejaż, choćby kratkę, to widać zaraz, a roślinki pomalutku.
Bramka porośnięta winoroślą i pojemnik na produkt. Duża, solidna, widać ją.
Teraz jest czas macierzanki. Puchatych różowo-fioletowych dywaników rozłożonych gdzie się da, albo gdzie się same rozłożyły.
Na wrzosowisku. Zobaczcie, jak pięknie otoczyły dębowy plaster.
Z motylkiem.
Wciśnięta w kamienie.
Z rogownicą ["Wywal to białe!", a białe wyrzucić się nie da].
Z nie wiem czym.
Na schodkach. Deptane równo, a kwitnie i jeszcze pachnie wdzięczne ziele.
Tu wkraczamy na skarpę, ale to kiedy indziej, a tymczasem...
Miało nie być kociokwiku kolorystycznego, ale nie da się, bo kolory same włażą.
Tym wybaczam, bo podciągają się pod "różowy".
Jak firletka.
I oleander, jak najbardziej.
Nawet żurawkowe liście, niech będzie, że różowe. Ale nie bardzo.
Ale już jest biały, co to się wywalić nie da, w postaci rogownicy.
Już czają się żółciutkie pięciorniki, czerwone, co to miały być różowe, pelargonie oraz posadzone przez zapomnienie czerwoniutkie kanny i cynobrówki wiadomo jakie.
I tak, czy siak, zaczyna się robić nie tak, czyli będzie dalej miksowo kolorowo, ale kociokwik zdecydowanie mniejszy, czyli cośtam osiągnięte.
Kropi i nie pokażę Wam ostatnich nabytków starociowych i nie tylko, ale co się odwlecze...
Pozdravka.
1. Czy TO szybko rośnie?
2. Czy TO długo kwitnie?
Nie pojmie, że nie ma TEGO, co rośnie tak szybko i co kwitnie tak długo, jakby On sobie życzył. Że jest czas konwalii, piwonii i bzów. Patrzy na przekwitające różaneczniki i dziwi się, że już po. Niesubtelny taki. Bo jak postawi bramkę, trejaż, choćby kratkę, to widać zaraz, a roślinki pomalutku.
Bramka porośnięta winoroślą i pojemnik na produkt. Duża, solidna, widać ją.
Teraz jest czas macierzanki. Puchatych różowo-fioletowych dywaników rozłożonych gdzie się da, albo gdzie się same rozłożyły.
Na wrzosowisku. Zobaczcie, jak pięknie otoczyły dębowy plaster.
Z motylkiem.
Wciśnięta w kamienie.
Z rogownicą ["Wywal to białe!", a białe wyrzucić się nie da].
Z nie wiem czym.
Na schodkach. Deptane równo, a kwitnie i jeszcze pachnie wdzięczne ziele.
Tu wkraczamy na skarpę, ale to kiedy indziej, a tymczasem...
Miało nie być kociokwiku kolorystycznego, ale nie da się, bo kolory same włażą.
Tym wybaczam, bo podciągają się pod "różowy".
Jak firletka.
I oleander, jak najbardziej.
Nawet żurawkowe liście, niech będzie, że różowe. Ale nie bardzo.
Już czają się żółciutkie pięciorniki, czerwone, co to miały być różowe, pelargonie oraz posadzone przez zapomnienie czerwoniutkie kanny i cynobrówki wiadomo jakie.
I tak, czy siak, zaczyna się robić nie tak, czyli będzie dalej miksowo kolorowo, ale kociokwik zdecydowanie mniejszy, czyli cośtam osiągnięte.
Kropi i nie pokażę Wam ostatnich nabytków starociowych i nie tylko, ale co się odwlecze...
Pozdravka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























