Zaglądają, podglądają.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzanka. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2013

Usprawiedliwiam się.

Usprawiedliwienie.
Piszę sobie sama, bo już mogę.
Za niekomentowanie [ale czytam w biegu], za nieodpisywanie na komenty [ale dziękuję bardzo].
Powód prozaiczny - permanentny brak czasu z powodu konieczności krążenia. Między wiochą, a Poznaniem, między ogrodem, a szpitalem, aptekami, w których leków brak [ale możemy zamówić], a lekarzami. No wiecie, jak to jest, a jeśli nie, to się nie dowiadujcie, czego życzę.
Do usprawiedliwienia dołączam kilka jesiennych słonecznych chwil z ogrodu.
Fragment skarpy, kiedyś dumnie zwanej skalniakiem.
Szczegóły, głównie z berberysami.

 I świerkiem Conica.
Jeszcze raz berberysy.

Trawy.
Drobnica.


I drobnica najdrobniejsza - ukochana pachnąca macierzanka piaskowa.
Skalniak przestał być skalniakiem, a został po prostu skarpą, gdy pozbyłam się wymagających wielkiej opieki wyszukanych roślin, a mniej wyszukane rozrosły się, rozpanoszyły, wyparły. Nawet lewizje przepadły, bo nie dałam rady osłaniać ich przed opadami. Miałam ambicje, nie miałam wiedzy, a jak ją posiadłam, to okazało się, że nie mam tyle czasu i cierpliwości. Trudno, skarpę polubiłam, bo jak się nie ma...
Jesieni nie lubię dalej, mimo że jeszcze coś zakwita.
Bo włazi nieproszona do domu.
Bo odlatują ptaki.
I tylko ten facet niezmiennie roześmiany. Kiczowaty, ale świetny na rozweselenie. Popatrzcie.
 Działa?
Pozdravka.
 






wtorek, 12 czerwca 2012

Czas macierzanki.

M ma dwa irytujące pytania:
1. Czy TO szybko rośnie?
2. Czy TO długo kwitnie?
Nie pojmie, że nie ma TEGO, co rośnie tak szybko i co kwitnie tak długo, jakby On sobie życzył. Że jest czas konwalii, piwonii i bzów. Patrzy na przekwitające różaneczniki i dziwi się, że już po. Niesubtelny taki. Bo jak postawi  bramkę, trejaż, choćby kratkę, to widać zaraz, a roślinki pomalutku.
Bramka porośnięta winoroślą i pojemnik na produkt. Duża, solidna, widać ją.

Teraz jest czas macierzanki. Puchatych różowo-fioletowych dywaników rozłożonych gdzie się da, albo gdzie się same rozłożyły.
Na wrzosowisku. Zobaczcie, jak pięknie otoczyły dębowy plaster.
 Z motylkiem.
Wciśnięta w kamienie.
Z rogownicą ["Wywal to białe!", a białe wyrzucić się nie da].
Z nie wiem czym.
Na schodkach. Deptane równo, a kwitnie i jeszcze pachnie wdzięczne ziele.
Tu wkraczamy na skarpę, ale to kiedy indziej, a tymczasem...
Miało nie być kociokwiku kolorystycznego, ale nie da się, bo kolory same włażą.
Tym wybaczam, bo podciągają się pod "różowy".
Jak firletka.
I oleander, jak najbardziej.
Nawet żurawkowe liście, niech będzie, że różowe. Ale nie bardzo.
Ale już jest biały, co to się wywalić nie da, w postaci rogownicy.
Już czają się żółciutkie pięciorniki, czerwone, co to miały być różowe, pelargonie oraz posadzone przez zapomnienie czerwoniutkie kanny i cynobrówki wiadomo jakie. 
I tak, czy siak, zaczyna się robić nie tak, czyli będzie dalej miksowo kolorowo, ale kociokwik zdecydowanie mniejszy, czyli cośtam osiągnięte.
Kropi i nie pokażę Wam ostatnich nabytków starociowych i nie tylko, ale co się odwlecze...
Pozdravka.