Zaglądają, podglądają.

poniedziałek, 21 listopada 2011

W szronie listopada.

Dziwna aura. Brzozy i wierzby, mimo mrozu, zgubiły tylko połowę liści, modrzewie tylko część igieł. Coś to wróży, tylko nie wiem co. Może sroga zima przed nami? Bardziej wierzę przyrodzie niż prognozie długoterminowej, ale oby moje przepowiednie się nie spełniły.
O poranku, podczas parzenia kawy zachwycił mnie widok za oknem. Widok tyle razy już oglądany, ale niezmiennie zachwycający. W tym miejscu stała kiedyś stodoła. My zastaliśmy już tylko jej fundamenty, ale często wyobrażam sobie, jak tu było, kiedy zamiast nas mieszkali tu budowniczowie naszego dziś domu i właściciele kwitnącego ponoć gospodarstwa. 

Po kawie przezwyciężyłam mój zimnowstręt i poszłam do ogrodu.
Rabata z iglakami przybrała już zimowe barwy.
Miskant w całym majestacie czeka na związanie i przerobienie na bałwana.
Skalniak zastygł, ale nie stracił wszystkich kolorów.
Iglaki kuliste, mimom że nigdy nie strzyżone, trzymają formę.
Kule bukszpanowe nieco rozwichrzone, bo z przycięciem nowych przyrostów czekają na wiosnę. Cała rabata zrobiła się nieco pusta, jako że doniczkowe "wypełniacze" zimują w piwnicy.
Zimno! Koniec spaceru. Na trawniku zostały tylko ślady.
Skoszony, wygrabiony, nawieziony czym trzeba trawnik czeka na wiosnę. Tak jak ja.

A potem wyszło słońce, stopiło szron i znowu zrobiło się ciepło, więc kolejny raz podlałam obficie zimozielone, bo susza trwa.  Kończę niezwykle optymistycznie. Za trzy miesiące zaczyna się przedwiośnie!
Miłego wyczekiwania!