O poranku, podczas parzenia kawy zachwycił mnie widok za oknem. Widok tyle razy już oglądany, ale niezmiennie zachwycający. W tym miejscu stała kiedyś stodoła. My zastaliśmy już tylko jej fundamenty, ale często wyobrażam sobie, jak tu było, kiedy zamiast nas mieszkali tu budowniczowie naszego dziś domu i właściciele kwitnącego ponoć gospodarstwa.
Po kawie przezwyciężyłam mój zimnowstręt i poszłam do ogrodu.
Rabata z iglakami przybrała już zimowe barwy.
Miskant w całym majestacie czeka na związanie i przerobienie na bałwana.
Skalniak zastygł, ale nie stracił wszystkich kolorów.
Iglaki kuliste, mimom że nigdy nie strzyżone, trzymają formę.
Kule bukszpanowe nieco rozwichrzone, bo z przycięciem nowych przyrostów czekają na wiosnę. Cała rabata zrobiła się nieco pusta, jako że doniczkowe "wypełniacze" zimują w piwnicy.
Zimno! Koniec spaceru. Na trawniku zostały tylko ślady.
Skoszony, wygrabiony, nawieziony czym trzeba trawnik czeka na wiosnę. Tak jak ja.
A potem wyszło słońce, stopiło szron i znowu zrobiło się ciepło, więc kolejny raz podlałam obficie zimozielone, bo susza trwa. Kończę niezwykle optymistycznie. Za trzy miesiące zaczyna się przedwiośnie!
Miłego wyczekiwania!











