Fallopia japonica . Forma kompaktowa. Co się naszukałam! W końcu doszłam, że ma synonim łac. Polygonum compactum. Raz mi się zgadza, raz nie, do końca nie byłam i nie jestem pewna, a że słowo RDEST przeraża mnie samym dźwiękiem, na wszelki wypadek nie wypuszczam ich z donic, żeby nie zajęły całego ogrodu, jak to roślinne agresory potrafią, a co na przykładzie wydmuchrzycy przerobiłam.
Jesień przeżyły w stanie hibernacji w piwnicy, wiosną ożyły.
Bujały, ale nie wykazywały agresji. Liście stały się mocne, nieco sztywne.
Coraz bardziej czerwieniały im silne pędy.
W końcu zakwitły kwieciem może nie zachwycającym, ale trwałym.
Jesienią liście opadły, poszła spać do piwnicy.
I dalej nic nie wiem. Wysadzić do gruntu? Czy nie ryzykować?
Może ktoś to ma, coś podpowie? Może fachowcy wiedzą?
W trakcie rocznego obserwowania dowiedziałam się o jakichś niezwykłych mocach "rdestu japońskiego". Ale czy ów rdest, to jest ta moja tajemnicza? Może mam skarb, o którym nie wiem? A jakby co, to jak stosować? Nalewkę zrobić? A jak trująca?
Same pytania i jedna wielka tajemnica.
Tymczasem wieje, leje, popaduje, kropi, końcolutowo albo już wczesnomarcowo?
Pozdrawiam.





