O nie, ani jednego zdjęcia nie wklejam. Dosyć ich wszędzie.
No może to. Zamglone łososiowe róże. Z koperkiem.
Impresje?
Bo ja wiem... jak co roku... chyba.
Fajne to były spotkania. Profesjonalne z Anią i Agą, które nauczały jak krwawą drogę należy przejść od nasionka pomidora do szklaneczki Krwawej Mery i towarzyskie, już trzecie, w stałym mniej więcej składzie w stałym miejscu, stąd łososiowe róże na górze.
Ania i Aga w akcji.
Blogowe ludzie.
Przedwiośnie zaskoczyło ogrodników jak zima drogowców. No bo jak to tak? Minus szesnaście w końcu lutego, w marcu? A jednak.
Ogród leży skutym odłogiem i zanim to wszystko odmarznie, zanim zaczniemy szaleć i sadzić bratki, marzymy, planujemy i siejemy najwcześniejsze.
Marzenia...
Kiedy nie miałam najmniejszego spłachetka ziemi marzył mi się choć taki najmniejszy ogródeczek. Wtedy chyba natknęłam się na cudeńka, jakie na malutkich przestrzeniach potrafią wyczarować Japończycy. Oczarowało mnie, zaczęłam szukać, sprawdzać, dowiadywać się, podziwiać sztukę bonsai, a nawet bywać na wystawach tychże. Z ciekawości, bo spłachetka dalej nie miałam.
Gdy posiadłam, powróciły japońskie obrazki.
Ja już o tym pisałam, ale temat powraca i dla przypomnienia, w mroźny czas...
I jak tu nie sadzić hortensji?
No jak?
Jedni zbierają znaczki, inni mech i kamienie. Mech zbierałam w innej części ogrodu.
"Element wodny".
Ze stukawką.
Klon. Element niezbędny.
Kolor powalający.
Kamień.
Za kamieniem kolor..
Kamienie zawsze w liczbie nieparzystej.
Dekoracja.
Buk formowany, teraz rośnie jako niwaki w innej części.
Pod bukiem.
Napis nawet coś znaczy, nie pamiętam co.
Próba.
Tak było. Wiele się zmieniło, wiele roślin wyleciało, inne się rozrosły. Wiem, wiem, że to wszystko do niczego nie pasuje, że co mi do głowy strzeliło, że może powinien tu być wiejski ogródeczek. A jednak. Mam i nie zlikwiduję, bo tu zaklęta jest ta myśl, to marzenie, o najmniejszym choćby ogrodzie.
I jeszcze coś. Po latach zrobił się tu ciekawy klimat. Siadam wieczorem na ławce w bukszpanach i nie widzę "pól malowanych zbożem rozmaitem", widzę ciszę.
Nie jestem odosobniona, choć z autorką tej książki nie mogę się równać. Przeczytajcie, poznacie cudowne zasady tworzenia ogrodów wschodu napisane najprościej i najtrafniej, i poznacie kolejną zakręconą. Przeczytajcie z ciekawości. Przeczytajcie o pasjach.
Wabi sabi!
Nowy styl!
Tak o nim teraz głośno. Jest określeniem japońskiej filozofii, o czym dawno już przeczytałam w tej książce.
Sabi oznacza "rdzę".
Skrótowo rzecz się ma tak - japoński milioner wyda te miliony na zakup wielkiego omszałego kamienia, którego piękno i "bogactwo" dostrzegą jemu podobni. Spacerując po ogrodzie będą go cichutko podziwiać tak, jak nasi nowobogaccy będą głośno chwalić się najnowszym luksusowym Bentleyem, którego będą mu cichutko zazdrościć podobni jemu.
Jasne?
Dla garstki tak. Wierze, że jesteście w niej ze mną.
Pozdravka.
Nowy styl!
Tak o nim teraz głośno. Jest określeniem japońskiej filozofii, o czym dawno już przeczytałam w tej książce.
Sabi oznacza "rdzę".
Skrótowo rzecz się ma tak - japoński milioner wyda te miliony na zakup wielkiego omszałego kamienia, którego piękno i "bogactwo" dostrzegą jemu podobni. Spacerując po ogrodzie będą go cichutko podziwiać tak, jak nasi nowobogaccy będą głośno chwalić się najnowszym luksusowym Bentleyem, którego będą mu cichutko zazdrościć podobni jemu.
Jasne?
Dla garstki tak. Wierze, że jesteście w niej ze mną.
Pozdravka.








