Siedziałam przy łóżku renomowanej kliniki położniczej i popełniałam krzywoprzysięstwo. Obiecywałam córce, że się uda, choć sama w cud nie wierzyłam.
Udało się, choć nie miało prawa. Cud.
Piszę, bo ilekroć o tym myślę, roją mi się czerwone serduszka, które widziałam na prawie każdym urządzeniu stojącym w szpitalu.
Piszę, bo po raz pierwszy od dwunastu lat, czyli od początku, nie zapukały dzieci z okolicznej szkoły grzechocząc puszką. Rodzice wozili maluchy przez styczniowe śniegi, a one zbierały i rozdawały czerwone serduszka. Śniegi są, dzieci nie ma.
Zadzwonię do szkoły i zapytam dlaczego ich nie było. Ciekawam odpowiedzi.
A Wy?
Gracie, zbieracie, umiecie wytłumaczyć mi, dlaczego taka inicjatywa jest bojkotowana?
Pozdravka.
