Zaglądają, podglądają.

sobota, 3 grudnia 2016

"Las".

Nie wiem, od czego ta miłość się zaczęła. Czy od pierwszych letnich kolonii, gdy siedmiolatka z centrum wielkiego miasta zobaczyła żywy,  prawdziwy mech? Oczarowana położyła na zielonej poduszeczce małą gałązkę świerku i stworzyła swój pierwszy leśny ogród? I pamięta ten cud do dzisiaj?
Czy jako świeżo upieczona studentka, która spędziła tydzień w najprawdziwszej puszczy w bajkowej leśniczówce? Gdzie nie było cywilizacji, nie było prądu, a las był nieprzebyty?
Zdjęcie z okresu prądowego, bo cywilizacja, ku autentycznemu niezadowoleniu leśniczego, jednak dotarła.


Nie wiem. Zakochałam się w lasach, w drzewach, leśnych zapachach i nastrojach.

Skoro więc los dał mi ziemię... No dobrze, już kiedyś ktoś, że nie wspomnę kto, zjechał mnie za to, że śmiałam TO tak nazwać, a mimo to powtórzę, zasadziła sobie las.
Po mojemu jest to las... namiastka lasu, niech będzie. Po mojemu, bo M nazywa to "parkiem" i nie wiem, co bardziej niewłaściwe i nadęte.


Tak to wyglądało, gdy już było cokolwiek widać. No wiem, świerk srebrny oraz to na T nijak ma się do leśnych zadrzewień, ale radość była ogromna.
Rosło i było coraz lesiściej.


Brzozy posadziłam, bo las miał to być, a nie bór. Istotna różnica.


Teraz można było odpoczywać w cieniu. W cieniu własnych drzew.


Leśna kapliczka z pnia. Nie wiem, czy taka kapliczka się "liczy", bo nikt jej nigdy nie poświęcił. Dziś zarośnięta tym mizernym wtedy bluszczem.


Dąb. Taki był jako mały dąbek. I byłoby dobrze, gdybym wiedziała, że to dąb czerwony. Znów nie pasuje.


Mijały lata, zimy, jesienie...


Las rósł.


A nawet zaczął dojrzewać.


Siał w maju tumanami żółtego pyłku sosen, a później szyszkami.


Lubię patrzeć na niego z daleka.


A może ta miłość do lasu przeszła w genach? To się dziedziczy?
Bo przecież...
Na zdjęciu moja Mama sadzi dąb pamięci mojego Taty w pewnym nadleśnictwie. Był leśnikiem.


Mam las, mam również,  do kompletu leśnego, psa myśliwskiego, niepolującego.
Te zdjęcia były, ale czyż nie urocze?


Psy rodzinne też myśliwskie niepolujące. Różne w formie i maści, ale zawsze jamniki.


Polujące to one by chciały być. Raz im się udało, ktoś czegoś nie zamknął i nasze ogary w las poooszły. Łzom dzieci nad upolowanym zajączkiem nie było końca. Ale była też lekcja przyrody.
Post leśny wziął mi się chyba z nadchodzącego czasu. Czasu choinek.
Zdumiało mnie dawno temu, gdy uświadomiono mnie, że nie ma drzewa "choinka", ale że każde drzewo "choinką" może być.
Niektórych i dziś zdumiewa. Bywa.

Psie w Swetrze! Dla Ciebie:

 Beherovka - domowa
1 litr alkoholu ok. 50 %
3 łyżki stołowe herbaty ziołowej STOMARAN - apteka (mieszanka ziół)
3 łyżki stołowe cukru kryształu
1 opakowanie cukru wanilinowego, 5 goździków
2 cm całego cynamonu, woda destylowana do dodania do oczekiwanej mocy (2-3 dcl, ja dodaje do 1,5 litra objętości)
Zostawiamy na 2-3 dni do naciągnięcia i odcedzamy. Smacznego!

Ja daję 2 łyżki cukru, a zamiast wody destylowanej kranówa.

Pozdravka.