Tylko rok inny.
Często otwieram zeszyt i sprawdzam. Jak było?
Wtedy było tak.
Czyli - nic się nie zmieniło - takie samo słońce, tak samo pachniały kwiaty, takie same chmurki na takim samym niebie.
Siedzę, patrzę, myślę.
A w błękicie nad wsią chmurki.
I inne chmurki.
A niebo to samo.
I takie samo.
Nad polami, nad łąkami.
Nad ogrodem.
Nad trawami.
Nad kwiatami...
Nad wrzosami.
I najważniejsze - niebo nad drogą do domu.
Dziewczyna z dziennika miała szesnaście lat, nie miała domu, miała marzenia.
Otwieram ten zeszyt, kiedy wydaje mi się, że mam jakieś problemy.
Nie mam.
Wy też nie macie!
Tymczasem niektórzy wykorzystują moją nieuwagę i posuwają się za daleko.
Do widzenia pani, idę do ogrodu.
Paradoks. Nie mam płotu w ogrodzie, mam płot w domu.
Idę. Póki słońce, póki chmurki jak baranki...
Pozdravka.














