Wróżyć sobie można różnie. M wróży z dymów, z wiatrów, z rosy, a ja z chmur i opadających liści. Mogłabym też z fusów, bo materii wróżebnej mam sporo, ale nie umiem.
Wczoraj przed wieczorem rolnicy palili na polach resztki po zbiorach ziemniaków. U nas mówi się na nie "łęty".
Dym szedł skosem w górę...
Potem prosto w niebo.
Pogoda będzie...Bo gdyby po ziemi się snuł, to pogody by nie było, na deszcz by szło...
Zadymiło nam widoki.
Potem się wypaliło, zaczerwieniło zachodem.
A dziś rano - dymy dobrze wywróżyły, a chmury potwierdziły.
Takie chmurki - baranki to piękna pogoda! Sprawdzone.
I co? Jest! Słońce,czyste niebo, piękny jeszcze letni, a już jesienny dzień.
Niestety, pajączki , te od babiego lata, już się szykują. Zaraz wyjdą z norek, szczelinek, uruchomią swoje kądziołki przędne i porozwieszają firanki. a to będzie wróżyło..., no wiecie co....
To jeszcze letnia, a już jesienna..., i niech tak trwa!
Pozdravka.




