Zaglądają, podglądają.

poniedziałek, 14 maja 2012

Zielone refleksje.

Po spotkaniu. Było i się zmyło.Gwar, śmiech, radość,  ciągłe "a pamiętacie?", obietnice, że będziemy częściej, że teraz wy do nas, a nie, bo najpierw do nas... Godziny mijały, tyle tematów jeszcze nie obgadanych, tyle wspomnień nie wspomnianych, zdjęć nie obejrzanych, a tu nagle wracać trzeba i... koniec.
Pogoda oczywiście pokrzyżowała plany plenerowe. Jak na zamówienie. Z tym, że nikt nie zamawiał.
Hahaha, zgadnijcie, gdzie ja?

Wczoraj, po deszczu, pospotkaniowo refleksyjna, poszłam sobie popatrzeć na żywopłot po pierwszym w tym roku cięciu, stąd kilka moich subiektywnych przemyśleń żywopłotowych.
Sam żywy płot, czyli żywopłot jest rozwiązaniem świetnym. Po pierwsze tworzy płot, lub zakrywa płot prawdziwy, który nam się nie podoba, daje tło, daje intymność, wydziela ogród z paskudnego czasem, otoczenia i chroni lepiej niż najlepsze ogrodzenie, bo spróbujcie pokonać pojedynczy krzak berberysu, a co dopiero zmierzyć się z berberysowym żywopłotem. Czyli, zastosowanie może mieć ogromne, w zależności od potrzeb.
Żywopłoty, nie myślę tu o niskich ozdobnych żywopłocikach obwódkowych, podzieliłabym na dwie grupy - szlachetnych i mniej szlachetnych, lub, jak kto woli - bardziej i mniej eleganckich. Do pierwszych zaliczyłabym żywopłoty z grabu i cisu, do drugich z żywotników i ligustra. Bardzo skrótowo, ale właśnie tak. Niestety, z powodów ekonomicznych i czasowych mam żywopłot ligustrowy. Niby dobrze, ale nie do końca, ale jak się nie ma, co się lubi...
Mimo, że ligustr rośnie szybko, trzeba jednak kilku lat, żeby z nędznych patyczków zamienił się w zielony mur.
Tu, jako zaznaczenie granicy ogrodu od drogi.

 Ta część osłania przestrzeń pod tarasem i lepiej, że zasłania.
Dalsza część osłony od drogi, już na terenie działki.
Jako odcięcie od drogi i pola sąsiada.
Jako granica działki.
Jeszcze raz z bliższej odległości.

Tu musiałam przystanąć i obejrzeć różowe cuda i zamyśliłam się nad szybkością przemijania, nie tylko kwiatów, bo kurczę, dopiero byłyśmy dziewczynkami z warkoczami, a dziś...

I ten czerwony kwiatek.
Wracam do żywopłotu.
Rzut z góry.
  I żywopłot posadzony bez sensu, bo pustą działkę, tę bez trawy, przeznaczyliśmy na sprzedaż. Ale, niech tam, do ceny nie doliczymy, a poza tym i tak chętnych brak.
Wadą każdego formowanego żywopłotu jest to, że trzeba go ciąć, niestety. I nie jest proste, żeby ciąć prosto.
Co zrobiłabym inaczej? Nic, bo takie hektary obsadzić cisem, grabem, czy czymkolwiek innym, to ruina finansowa. Co bym chciała?  Mieć żywopłot nieformowany, mieszany, bez konieczności cięcia. Nie mam z powodów patrz powyżej. No, jak się nie ma... To mamy, co mamy i strzyżemy, strzyżemy. A jak się znudzi, to przestaniemy, a on póóójdzie w górę i kiedyś stanie. Tak myślę.
Posadziłam w upale 57 sadzonek, tych z nagrody. Teraz czekam aż urosną. Pada, więc powinny się przyjąć.Jak się usadowią i podrosną, to pokażę.
Pozdravka.