Zaglądają, podglądają.

środa, 4 maja 2016

Przed Zośką.

Taka aura. Mży, siąpi, popaduje.
Maj.
Nie, w maju nie siąpi, w maju kropi majowy. Zaraz inaczej brzmi.
Przestanie kropić, zaraz będzie Zośka, a po niej zaczyna się następny czas ogrodniczenia - wielkie sadzenie.
Obietnice ograniczeń w kąt [ale trzymajmy się w ryzach, nie szalejmy, pamiętajmy jak ciężkie są konewki] i planujmy, kombinujmy, przypominajmy sobie.
Wszystkie zdjęcia z lapkowego archiwum gwoli przypomnienia właśnie, lub,by rzec nieskromnie, zainspirowania.
Cieszą mnie niezmiernie rzeczy małe, na przykład takie.


Coś, gdzieś i już jest. Jedna doniczka, nie mówiąc o dwóch z ostrym kolorem, ożywia, przyciąga spojrzenie.



Ta sama tralka w spokojniejszej wersji.


Kiedy rabata iglasta była mniej porośnięta, mieściła jeszcze to.




Bo kiedyś była naprawdę mała, znaczy mała w małej roślinności.


Jeszcze jeden drobiazg.


No i takim drobiazgom oprzeć się nie mogę, więc ostatni.


Ze spraw większych polecam begonię Dragon.


Znosi wszystko, kwitnie całe lato. Jak ktoś ma dylematy co, to to!


Takie ukochane korytka mam dwa, tu z surfiniami.


Tu z małymi begonkami.


W pojemniku naziemnym od kilku lat trzymam i nie wypuszczam fallopię, cokolwiek ta nazwa znaczy, ale ma coś wspólnego z rdestem, a sama nazwa wieje zgrozą -wypuścić z doniczki strach.


Lubię wylatywać z  ponad poziomy.


W zbliżeniu na poziom pierwszy.


I na wyższy.


A to aranżyk poprzedni. Co ta wierzba przecierpiała...


Takie zwisy na przykład lekkie nie są.



Ale dębowi też nie łatwo.


Na poziomie wyższym są też skrzynki z różnościami - okienko przy wejściu "od kuchni".


A jak nie dać koloru temu okienku, no mus, po prostu mus. Wyżej na szczęście nie mam już nic.


Czasem popełniałam szaleństwa.


Jeszcze lepsze.


Bukszpany wylądowały w gruncie.

Z tego już też się wyleczyłam



Pojemniki są...
...a jakby ich nie było, prawda?

 


Osobnym wyzwaniem jest taras.


Ale nie przynudzam, o tarasie będzie, jak się zdecyduję, jak opracuję stylistykę, czyli nasadzę bez umiaru.

Czy widzicie, że nie ma tu żadnej, ani jednej plastikowej doniczki i czy widać, że od lat niezmiennie kocham lobelię?



Nie liczę pojemników. Raz to zrobiłam. Przeraziłam się i nie powtarzam. Mam, no trochę mam...

A Wy? Stawiacie, wieszacie, podwieszacie? Klniecie i obiecujecie, że za rok w to nie pójdziecie?

Pozdravka.