Dzięki więc Jej inspiracji, moja opowieść.
"Zbrodnia to niesłychana;pani zabiła pana..." Znacie ? To posłuchajcie, z tym że tu będzie odwrotnie. To pan zabił panią. I nie tylko.
Jest rok 1913. Zima. Okres przed Bożym Narodzeniem. Piękna hrabina Felicja udaje się z Daków Mokrych do Poznania na przedświąteczne zakupy. Ma trzydzieści osiem lat i męża, hrabiego Macieja, z którym nie jest szczęśliwa.Więcej czasu spędzają osobno za granicą niż we własnym pałacu. Ma też troje dzieci; szesnastoletnią Anielę, trzynastoletnią Józefę i siedmioletniego Karola. Dziewczynki zostają w domu, synek wychowuje się u stryja. W mieście piękna pani spotyka się z hrabią Alfredem Miączyńskim. Jedzą razem obiad w renomowanej poznańskiej winiarni Hungaria. Oprócz degustacji znakomitych win i wódek, w lokalu można była także zjeść. Specjalnością zakładu były podobno ostrygi holenderskie i angielskie, oraz kawior i homary. Hrabia zamawia kolejne butelki wina, czas mija, spotkanie nie ma końca do nocy.
Kim jest hrabia Miączyński? Jest synem przyrodniej, starszej o piętnaście lat siostry Felicji i nie cieszącym się dobrą opinią utracjuszem. Spotkanie nie ma charakteru rodzinnego. Od dłuższego czasu plotkuje się w środowisku o romansie. Zapewne plotki docierają do męża hrabiny.
I w tym miejscu historia zaczyna mieć dwie wersje.
Pierwsza, zasłyszana.
Felicja z Alfredem wracają do Daków. Kontynuują spotkanie, niespodziewanie przyjeżdża hrabia Maciej i widzi coś, co nakazuje mu dobyć broni i zabić kochanków.
Wersja druga, wyczytana.
Mąż czeka w pałacu. Nad ranem kochankowie wracają, padają strzały.
Która jest prawdziwa? Nie wiem.
W każdym razie w nocy, z dziewiętnastego na dwudziestego grudnia 1913roku, o godzinie czwartej, hrabia Maciej, powodowany zazdrością lub tylko uszczerbkiem na honorze, zabija niewierną żonę i jej kochanka.
i tu przytaczam fragment z książki, w której zawarty jest opis pogrzebu pięknej Felicji.
"Prostą dębową trumnę niosło ośmiu leśniczych w odświętnych zielonych mundurach.
Kościoła nie zdążono przybrać, zapełniały go tylko niezliczone świerki pospiesznie wycięte z lasów ordynacji dakowskiej. Gałązkami świerkowymi usłana też była cała aleja prowadząca od pałacu do kościoła.
Samotna trumna górowała na okrytym kirem katafalku, a wokół zgromadziła się tylko najbliższa rodzina – brat, bratowa i dwie wystraszone dziewczynki, córki.
No i okoliczni włościanie, ciekawi pogrzebu.
Jest 23 grudnia 1913 roku. W Dakowie chowają właśnie hrabinę Felicję Mielżynską z domu Potocką.
W tym samym czasie pobliskim Będlewie odbywa się inny pogrzeb: hr. Adolfa Miączyńskiego – też skromna uroczystość, tylko bliska rodzina, żadnych przemówień.
,,Nad ranem o godzinie czwartej w Dakowych Mokrych zastrzeleni zostali Felicja z Potockich hrabina Mielżyńska, żona posła Macieja hrabiego Mielżyńskiego, oraz młody hrabia Miączyński, syn przyrodniej siostry hrabiny Maciejowej. Czynu tego dokonał mąż zastrzelonej, hrabia Mielżyński”. Ta wiadomość ogłoszona w niedzielnych dodatkach specjalnych do gazet zelektryzowała całą Wielkopolskę!
Maciej Mielżyński, pochodzący z jednej z najzacniejszych rodzin arystokratycznych, poseł na sejm i malarz, zabił strzałami z dubeltówki żonę i jej siostrzeńca!"
Hrabina nie została pochowana w Dakowach. Spoczywa w podziemiach klasztoru w pobliskich Woźnikach.
Wiem to na pewno, bo dzięki ojcu Zdzisławowi, pierwszemu gwardianowi i odnowicielowi klasztoru mogłam zobaczyć trumnę hrabiny. Tak donoszą też źródła.
A co z hrabią Maciejem?
Środowisko ziemian wielkopolskich gremialnie potępiło jego zachowanie. Bojkot towarzyski. Hrabia zmienił środowisko, wyjechał. A sąd? Sąd wojskowy uniewinnił wysokiego rangą pruskiego oficera, jakim był hrabia Maciej. Wszak okolicznościami zmuszony został do obrony honoru oficerskiego!
Oto i cała historia. może jeszcze to, że syn Felicji Karol, malarz, zmarł jako ostatni po mieczu potomek hobienickiej linii Mielżyńskich i pochowany został w poblizu matki, na cmentarzu przy klasztorze.
A to zdjęcia archiwalne przedstawiające hrabiego Macieja.
Wejście do klasztoru w Woźnikach.
Fot. Katarzyna Watrszta.
Powiało chłodem, prawda?
I pomyśleć, że do finału dramatycznej historii doprowadził jeden, tylko ten jeden jedyny wieczór spędzony w winiarni mieszczącej się na obecnym Placu Wolności w Poznaniu, który wtedy wyglądał być może tak, jak na starej pocztówce.
Ech, życie... Podobała się Wam ta historia?
Wracam do rzeczywistości. Słotnej, ponurej, ale już marcowej. O ogrodzie nic nie pisze, bo dookoła topiel błotna, ale pokażę obrazek poranny. Oto on.
Widzicie go, zająca jednego? Było szaro, a on szarak, to tylko tak się udało.
Pozdravka.








